niedziela, 23 grudnia 2018

"Bitwy w świecie Tolkiena" David Day - RECENZJA

Całkiem niedawno przy okazji pisania recenzji "Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa" Tolkiena wspomniałem, że jesień oraz zima to pory roku, które najbardziej kojarzą mi się z tym pisarzem. To właśnie w takim okresie roku po raz pierwszy czytałem jego słynną trylogię o Pierścieniu. Jednak nie wspominałem o tym, jaka fascynacja opanowała mnie po przeczytaniu "Powrotu Króla". Chciałem jeszcze więcej. Zacząłem szukać innych publikacji Tolkiena a nawet sięgać po kontynuacje losów Śródziemia takich autorów ja Pierumov czy alternatywną wersję Wojny o Pierścień, widzianą oczami "tych złych" autorstwa Yeskova. Jakaż szkoda, że wtedy nie miałem okazji sięgnąć po książkę taką jak "Bitwy w świecie Tolkiena" Davida Day. Dlaczego? 

    Moje krótkie rozważania należałoby zacząć od małej prezentacji autora. David Day to pisarz urodzony w Kanadzie. W zasadzie cały swój dorobek literacki poświęcił na badaniu świata stworzonego przez Tolkiena. Stworzył m.in. bestiariusz czy też atlas Śródziemia.

    "Bitwy w świecie Tolkiena" to, szybkie przedstawienie największych batalii jakie toczyły się w dziełach J.R.R. Tolkiena. Autor przedstawia je w sposób chronologiczny zaczynając od tych dziejących się w "Silmarillionie", "Hobbicie" a kończąc na tych z "Władcy Pierścieni". Prezentacji danej bitwy towarzyszy, krótki rys postaci odgrywających najważniejsze role oraz przedstawienie motywacji jakimi kierowały się istoty wywołujące dany konflikt. David Day zwraca również uwagę czytelnika na elementy, które inspirowały Tolkiena przy tworzeniu epickich bitew. Czytelnik może dowiedzieć się dlaczego krasnoludy stosowały określoną taktykę walki i na jakich jednostkach była ona wzorowana oraz odnaleźć pewne wspólne elementy, które Tolkien zaczerpnął z hinduskich legend. 

poniedziałek, 17 grudnia 2018

"Letnia noc" Dan Simmons - RECENZJA

   Dan Simmons to pisarz, którego mogę śmiało wymienić w czołówce jeśli chodzi o moich ulubionych twórców. To od stworzonego przez niego "Hyperiona" zaczynałem swoją przygodę z literaturą science-fiction. Simmons to z pewnością pisarz wyjątkowy, który nie ogranicza się w swojej pracy tylko do jednego gatunku. W jego bogatym dorobku możemy znaleźć również powieści z gatunku fantastyki czy literatury historycznej. Dlatego też kiedy natrafiłem w sieci na zapowiedź wznowienia "Letniej nocy" nie mogłem doczekać się chwili aż sięgnę po książkę. 

    W "Letniej nocy" Simmons przenosi nas w czasie do lat 60 XX wieku. Akcja powieści rozgrywa się w małym amerykańskim miasteczku Elm Haven. Dla grupki nastolatków zaczyna się wydawałoby się, że najlepszy okres w roku czyli wakacje. Cieniem na beztroski odpoczynek kładzie się tajemnicze zniknięcie jednego z uczniów. Nasi bohaterowie postanawiają rozwikłać zagadkę i odnaleźć zaginionego kolegę. Jednak im głębiej zapuszczają się w swoich poszukiwaniach, tym bardziej sprawa staje się skomplikowana a groza czająca się w starym budynku szkoły powoli zaczyna budzić się po latach uśpienia. To właśnie dzieci, (których umysły wierzą jeszcze w istnienie magii oraz przyjmują za pewnik i coś naturalnego sytuacje, które każdy dorosły albo by przeoczył albo uznał za niemożliwe i tym samym wyparł ich istnienie) muszą podjąć rękawicę rzuconą przez zło i stanąć w obronie swojego miasta. 

    Autor dużo miejsca poświęca przedstawieniu każdej z postaci. Cierpliwie rysuje więzi łączące wszystkich członków paczki, skupia się na wyjątkowości każdego z bohaterów ale i również nie stroni od ukazywania słabości. Pokazuje również na jak wiele sposobów spędzano wolny czas na powietrzu. Jaką kreatywnością i bogatą wyobraźnią wykazywały się dzieci. Przyznaję, że przypomniało mi to trochę lata mojego dzieciństwa gdyż w obecnych czasach coraz trudniej uświadczyć dzieci bawiące się bez smartfona lub innego urządzenia w rękach.

"Stalowe Szczury: Otto" Michał Gołkowski - ZAPOWIEDŹ

Paryż wzięty!

Harmonia przygrywa radośnie, gdy oddziały pod flagą Kaiserreichu wkraczają do zdobytej szturmem stolicy Francji. Jest lato 1918 roku, a Wielka Wojna potoczyła się w sposób, który zaskoczył równie bardzo tych chwilowo pokonanych, jak i ulotnych, nietrwałych zwycięzców ofensywy. Gdzieś pośród pożarów stolicy pewna nieco spóźniona kompania inżynieryjno-szturmowa musi wyciągać nogi, żeby zdążyć wraz z wycofującymi się oddziałami… Leczy gdy niemalże wpadają pod koła rozpędzonej ciężarówki, wiozącej tajemniczy ładunek, o którym nigdy nie powinno byli się dowiedzieć, wielu innych wyciągnie kopyta.

Radosna niczym pijacki śpiew, krwawa jak nóż rzeźnika, lekka na podobieństwo spirytusu, okopowo-szturmowa historia o przygodzie, przyjaźni, złocie, obrazach, malinowym koniaczku, tunelach, bitwach, kantynach i latrynach, nietypowych orientacjach wszelakiego rodzaju… oraz, rzecz jasna, o psie.

Jeśli do tej pory wydawało ci się, że wiesz, co może wydarzyć się na wojnie… No cóż.
Najwyraźniej twoje źródła historyczne nie miały dość ani faktów, ani fantazji.

PREMIERA: styczeń 2019

poniedziałek, 26 listopada 2018

"Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa" J.R.R. Tolkien - RECENZJA

   Listopad i późne wieczory jesienne kojarzą mi się zawsze z "Władcą Pierścieni" Tolkiena. To właśnie o takiej porze roku po raz pierwszy czytałem tą kultową już trylogię. Po jej lekturze nic już nie było takie samo jak przed a fantastyka zajęła dość istotne miejsce w moim życiu. Od lat staram się aby jesienią przeczytać coś napisanego przez Tolkiena. To taka moja mała tradycja jak dla innych chociażby seans "Kevina" w Wigilię. Dlatego też "Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa" nie mogły ukazać się w lepszym dla mnie czasie. 

    W skład "Opowieści" nie licząc wstępu i dodatków wchodzi pięć historii. Zbiór otwiera historia o zaczarowanym psie pt. "Łazikanty". Przyznaję, że podchodziłem do lektury tego tekstu sceptycznie. Jednak zostałem wręcz oczarowany zarówno gawędziarskim sposobem narracji jak i samą historią. To przepiękna baśń o przyjaźni, dążeniu do celu oraz o tym, że nie warto być nieuprzejmym dla nieznajomych. "Łazikanty" to doskonały materiał na film animowany. Całość bardzo przypominała mi opowiadania tak bardzo dzisiaj popularnego Gaimana.

    "Gospodarz Giles z Ham" to z kolei opowieść o bohaterze z przypadku. Wiodący spokojne życie mężczyzna będzie musiał czy tego chce czy nie, zmierzyć się z nieludzkimi istotami. To opowieść, w której aż roi się od olbrzymów, smoków i magicznych mieczy. Akcja toczy się na terenach dzisiejszej Wielkiej Brytanii w czasach, o których nie wspominają kroniki. Możemy dostrzec tutaj nawiązania do mitu o królu Arturze, znanego też jako Pendragon, z którym poprzez perypetie ze smokiem Chrysophylaksem Gospodarz ma wiele wspólnego.

      Nie będę ukrywał, że tym co najbardziej chciałem przeczytać z tekstów składających się na "Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa" były wiersze tworzące "Przygody Toma Bombadila". Chyba nie ma bardziej intrygującej i tajemniczej postaci we "Władcy Pierścieni" od wspomnianego Toma. Utwory mogą rzucić choć trochę światła na tego bohatera. Przeczytamy chociażby o tym jak poznał on swoją żonę - Jagodę. 

sobota, 17 listopada 2018

"Inne Światy" - RECENZJA

Przyznaję się, że zbiorów opowiadań nie czytam zbyt często. Chociaż uważam, że dzięki nim możemy poznać próbkę umiejętności pisarza oraz to czy warto sięgnąć po jego dłuższą formę twórczości, na opowiadania po prostu szkoda mi czasu. Jednak zbiór „Inne Światy” na tyle mnie zaintrygował, że postanowiłem wcisnąć książkę w mój i tak napięty czytelniczy terminarz.

Były już zbiory poświęcone różnym tematom. Były książki o magicznych mieczach, o magach, herosach, kobietach natomiast ja osobiście nie spotkałem się z antologią poświęconą twórczości malarza. Dodajmy tutaj, że chodzi tutaj o artystę niezwykłego jakim jest z pewnością Jakub Różalski, który do dzieł podobnych stylowo do tych chociażby Chełmońskiego wplata elementy fantastyczne np. olbrzymie kroczące mechy.

    Praktycznie wszyscy pisarze, których opowieści weszły w skład zbioru nie powinni być anonimowi. Któż bowiem nie słyszał o Małeckim, Kańtoch czy tak popularnym w ostatnich czasach Mrozie?

    Jednak to przede wszystkim dla historii spod pióra Jacka Dukaja sięgnąłem po tą książkę i muszę przyznać, że się nie zawiodłem. Dukaj jak to ma w zwyczaju w jednej opowieści porusza wiele motywów i do tego okrasza to wszystko swoim trudnym ale i niepowtarzalnym oraz niezwykłym stylem. Punktem wyjścia całego opowiadania jest „Lalka” Prusa (tak na marginesie jedna z moich ulubionych lektur szkolnych) oraz wynalazek profesora Geista czyli metal lżejszy od powietrza. Dodajmy do tego Polaków chcących wywołać konflikt światowy umożliwiający odzyskanie utraconej niepodległości a otrzymamy opowieść wciągającą od pierwszej do ostatniej strony.

"Bitwy w świecie Tolkiena" David Day - ZAPOWIEDŹ

Bogato ilustrowany przewodnik po dramatycznych zmaganiach sił dobra i zła w świecie Tolkienowskiego Śródziemia.
Książka Bitwy w świecie Tolkiena przywołuje największe starcia, jakie miały miejsce na przestrzeni trzech er istnienia Ardy, a także przed jej stworzeniem. David Day zwięźle opisuje ludy i bohaterów zaangażowanych w poszczególne konflikty, omawia stosowaną w nich taktykę i przedstawia plany bitew oraz dokładnie umiejscawia je w czasie, najwięcej miejsca poświęcając Trzeciej Erze, a zwłaszcza walkom stoczonym w trakcie Wojny o Pierścień. Niewątpliwą zaletą książki jest porównanie konfliktów i bohaterów stworzonych przez Tolkiena z konfliktami i bohaterami znanymi z legend naszego świata, i to nie tylko z tymi najbardziej oczywistymi, jak greckimi i skandynawskimi, lecz także tybetańskimi.
Książka zawiera liczne barwne i czarno-białe ilustracje, tabele chronologiczne oraz odsyłacze do opisów konfliktów przedstawionych w Silmarillionie, Niedokończonych opowieściach, Hobbicie i Władcy Pierścieni. Stanowi ona tematyczne rozwinięcie Atlasu Tolkienowskiego tego samego autora.
PREMIERA: 26 listopada 2018

niedziela, 28 października 2018

"Nawałnica Mieczy: Krew i Złoto" George R.R. Martin - RECENZJA

„Nawałnica Mieczy: Krew i Złoto” to drugi tom historii rozpoczętej w „Stali i Śniegu”. Dlatego też przed lekturą tego tekstu warto zerknąć co miałem do powiedzenia na temat poprzedniego (klik).

„Krew i Złoto” to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń, które miały miejsce wcześniej. Autor (bądź wydawca, nie mam wiedzy kto podzielił tom na dwie części) od razu wrzuca czytelnika w wir wydarzeń. Z jednej strony jest to dobre kiedy za lekturę bierzemy się niezwłocznie po odłożeniu „Stali i śniegu”. Natomiast kiedy do powieści podchodzimy tak jak ja, czyli po pewnym upływie czasu, dobrze by było mieć chociaż krótki opis najważniejszych wydarzeń, których konsekwencje będziemy teraz obserwować. Sytuację trochę ratuje dodatek na końcu książki gdzie możemy poznać najważniejsze rody Westeros oraz mniej więcej przypomnieć sobie kto jest kim, oraz jakie zależności łączą daną postać ze znaczniejszym rodem. Jednak po przeczytaniu kilkudziesięciu stron udało mi się na powrót „wczytać” w powieść.

    „Nawałnica Mieczy” pochłonęła mnie do tego stopnia, że nie byłem w stanie oderwać się od lektury a całość przeczytałem w parę dni. „Krew i Złoto” to tom przełomowy. Oprócz donośnych wydarzeń, których będziemy świadkami Martin zaskakuje swoimi rozwiązaniami fabularnymi chyba wszystkich czytelników. Przyznaję się bez bicia, że w najmniejszym stopniu nie przewidziałem tego, że autor postąpi tak a nie inaczej.

    Akcja powieści toczy się już w zasadzie na wszystkich możliwych frontach. Oprócz walk wewnątrz królestwa, nadciąga również tajemnicze i mroczne zagrożenie z Północy. Jakby tego było mało również na terenach różniących się zdecydowanie klimatem od Westeros ale nim sąsiadujących rodzi się powoli nowa armia, która może po raz kolejny zmienić rozkład sił na arenie. Dużym plusem jest to, że magia coraz mocniej wkracza na karty powieści jednak nie burzy dotychczasowej równowagi i nie przytłacza pozostałych elementów powieści.

"Letnia noc" Dan Simmons - ZAPOWIEDŹ

Ścinający krew w żyłach mistrzowski horror w stylu klasyki gatunku. Książka, która zainspirowała twórców serialu Stranger Things.
Lato 1960 roku. Old Central School to potężny, mroczny gmach w miasteczku Elm Haven w Illinois. Dla bohaterów ta szkoła właśnie przechodzi do historii. Ostatni dzień nauki jest również ostatnim dla tajemniczego, skrywającego wiele tajnych przejść budynku, o którym przez lata krążyły legendy. Teraz budynek ma zostać zamknięty, a w niedługim czasie również wyburzony.
Kiedy w Elm Haven zaczynają ginąć dzieci, nikt nie przypuszcza, że w miasteczku zagnieździły się demoniczne siły. Garstka dzieciaków odkrywa tajemnicę związaną z Old Central oraz z pewnym dzwonem, którego złowieszcze dźwięki rozlegają się po nocach w całym miasteczku. Od tej chwili zło zdaje się deptać im po piętach., a dzieci nie mają wiele czasu – opracowują plan działania i stają do nierównej walki z siłami, o których istnieniu nie zdawały sobie dotąd sprawy.
PREMIERA: 29 LISTOPADA 2018

sobota, 20 października 2018

"Harry Potter i Więzień Azkabanu" J.K. Rowling

„Harry Potter i Więzień Azkabanu” to trzeci tom serii o młodym czarodzieju. Serii, którą po latach postanowiłem sobie odświeżyć. Na wstępie chciałbym powiedzieć, że tekstu tego nie należy traktować jako recenzję a raczej moją sentymentalną podróż do czasów młodości. Dlatego też przed lekturą tego tekstu sugeruję zapoznać się z wcześniejszymi o „Kamieniu filozoficznym” i „KomnacieTajemnic”.

Muszę się Wam przyznać, że „Więzień Azkabanu” był moją pierwszą książką jaką przeczytałem jeśli chodzi o przygody Pottera. Patrząc z perspektywy czasu może się wydawać dziwnym zaczynanie cyklu od trzeciego tomu ale w chwili kiedy po raz pierwszy „Więzień” ukazał się na polskim rynku takim nie było. Po pierwsze większość ludzi nie zdawała sobie sprawy, że „Harry Potter” będzie cyklem powiązanym ściśle ze sobą fabularnie. Bardziej panowała opinia, że są to po prostu przygody młodego czarodzieja gdzie każdy tom opowiada o innych perypetiach i w zasadzie niczym oprócz postaci głównego bohatera ze sobą się nie łączy. Nie były to czasy łatwego dostępu do Internetu w celu zdobycia bardziej szczegółowych informacji. Te najczęściej zdobywało się z drugiej albo i trzeciej ręki od kolegi, który już czytał albo miał kolegę, który wie co warto czytać w pierwszej kolejności. Idąc tym tokiem rozumowania logicznym wydawało mi się sięgnięcie po najgrubszy (książkę kupowałem jeszcze przed premierą „Czary Ognia”) z dostępnych tomów. Czy to był dobry wybór?

    Wydaje mi się, że nie do końca. Do dnia dzisiejszego uważam „Więźnia Azkabanu” za najsłabszą część przygód Harrego. Przy pierwszej lekturze pomimo tego, że na początku książki autorka wspomina trochę o poprzednich częściach nie mogłem się wgryźć w fabułę. Dzisiaj o dziwo było podobnie. Miałem wrażenie, że autorka pisząc dwa pierwsze tomy nie planowała zbytnio całego cyklu a jedynie skupiała się na kolejnych latach nauki Pottera. Dopiero w trzecim tomie nadaje rys całej historii. Uważam, że „Więzień Azkabanu” jest powieścią, która powoli zawraca fabułę ze schematycznego toru jakim podążała wcześniej (wakacje u wujostwa, początek roku szkolnego, tajemnica oraz walka z Voldemortem pod różną postacią) do bardziej mroczniejszego i tajemniczego przebiegu akcji.

"Grzechy Imperium" Brian McClellan - ZAPOWIEDŹ


Nowy, stworzony z rozmachem, epicki cykl fantasy Briana McClellana.

Świat, w którym ścierają się magia i proch.

Fatrasta jest pograniczem rządzonym przez gwałt i przemoc. Jego mieszkańcy dopiero staną się narodem, złożonym z przestępców, biedaków szukających szczęścia, odważnych osadników i magów tropiących zabytki przeszłości. Tylko żelazna wola Lady Kanclerz (i jej tajna policja) są w stanie utrzymać pozory porządku w stolicy. Pod powierzchnią spokoju tli się jednak nieustannie płomyk rewolty.

Jedyną obroną przed powstaniem jest przebiegłość i siła. Przebiegłość szpiega, Michela Bravisa, siła szalonego bohatera wojennego Bena Styke i generał Vlory zwanej Krzemień, dowódcy najemników, o przeszłości równie burzliwej jak nastroje w stolicy.

Ale przeszłość prześladuje nas wszystkich...Czy lojalność wytrzyma próbę czasu?
Oto z okowów wyzwolony zostaje upiór stary jak świat. Mieszkańcy Landfall szybko przekonają się, że rewolta to najmniejszy z ich problemów.

PREMIERA: GRUDZIEŃ 2018

niedziela, 30 września 2018

"Miecz i Kwiaty" Marcin Mortka - RECENZJA

Myślę, że każdy z nas ma książkę, do której wraca z sentymentem. Lektura takiej powieści często przywołuje niezapomniane wspomnienia oraz uczucia jakie przeżywaliśmy wraz z bohaterami. Dla mnie jedną z takich książek, do których z chęcią wracam należy „Miecz i kwiaty” Marcina Mortki. Kiedy więc zobaczyłem, że nakładem wydawnictwa Uroboros ukazało się jednotomowe wydanie całej trylogii nie trzeba było namawiać mnie do jej kupna.

Marcin Mortka przenosi nas w czasie do końca XII wieku na tereny Ziemi Świętej. To tam od prawie stu lat toczy się zacięta wojna pomiędzy chrześcijanami a muzułmanami. Jedni za punkt honoru uznają zdobycie i utrzymanie w swojej władzy ziemi, po której chodził Chrystus, natomiast drudzy nie spoczną dopóki nie przegnają najeźdźcy. To właśnie wyznawcy proroka zaczynają powoli przeważać szalę zwycięstwa na swoją korzyść zwłaszcza, że na ich czele stoi utalentowany wódz Saladyn.

    Głównym bohaterem trylogii „Miecz i kwiaty” jest młody szlachcic Gaston de Baideaux, który przybywa do Ziemi Świętej aby odpokutować swoje czyny oraz pozbyć się ciążącego na nim przekleństwa. Okazuje się jednak, że opowieści księży w rodzinnych stronach i jego własne wyobrażenia dotyczące krucjat znacznie różnią się od tego co chłopak zobaczył kiedy opuścił pokład statku w Tyrze.

    Mortka doskonale opisuje jak wyglądały ulice miast Outremer, gdzie wspólnie egzystowały trzy największe religie świata. Jak można się łatwo domyślić zachowanie krzyżowców znacznie różniło się od tego jak powinien postępować dobry chrześcijanin. Uważali oni siebie za ludzi lepszych od wyznawców innych religii. Dochodziło do pogromów ludności żydowskiej a życie Saracena, jak nazywano wszystkich Arabów, było warte mniej od funta kłaków. Trudno się temu dziwić patrząc na to kto tak naprawdę przybywał do Ziemi Świętej. Przeważającą większość stanowili ludzie, którzy w Europie nie mieliby szans na realizację swoich ambicji czy to z powodu ciążących na nich zarzutów czy zbyt niskiego urodzenia. W Królestwie Jerozolimskim każdy bowiem mógł zostać rycerzem i ten kto w rodzinnych stronach ledwo wiązał koniec z końcem tam przy sprzyjających wiatrach mógł stać się magnatem.

"Ogień i krew" cz.1 George R.R. Martin - ZAPOWIEDŹ

300 lat przed wydarzeniami opisanymi w "Grze o Tron"
Kiedy Westeros rządziły smoki...
Opowieść o ekscytujących dziejach dynastii Targaryenów...


Wiele stuleci przed wydarzeniami opisywanymi w pierwszym tomie cyklu, Grze o tron, Targaryenowie – jedyna rodzina smoczych lordów, która przeżyła zagładę Valyrii – zamieszkali na Smoczej Skale, nad którą panowali przez z górą dwa stulecia, nim postanowili podbić całe Westeros. Ogień i krew zaczyna się opowieścią o legendarnym Aegonie Zdobywcy, który stworzył Żelazny Tron, a następnie opisuje dzieje kolejnych pokoleń Targaryenów walczących o utrzymanie tego słynnego krzesła, aż po wojnę domową, która omal nie zniszczyła ich dynastii.

Co naprawdę wydarzyło się podczas Tańca Smoków? Dlaczego tak niebezpiecznie było odwiedzać Valyrię po Zagładzie? Jak wyglądało życie w Westeros w czasach, gdy nad niebem panowały smoki? Jakie były najstraszliwsze zbrodnie Maegora Okrutnego? Dlaczego Aegonowi Zdobywcy nie udało się podbić Dorne?
To tylko niektóre z pasjonujących pytań, na które odpowiada ta szczegółowa kronika spisana przez uczonego arcymaestera z Cytadeli. Książka zawiera także ponad osiemdziesiąt nowych czarnobiałych ilustracji autorstwa Douga Whetleya.
PREMIERA: 20 listopad 2018

Część druga już w styczniu 2019!

sobota, 22 września 2018

"Nawałnica Mieczy: Stal i Śnieg" George R.R. Martin - RECENZJA

„Nawałnica Mieczy: Stal i Śnieg” to pierwsza część trzeciego tomu Pieśni Lodu i Ognia. „Starcie Królów” pozostawiło mi po sobie bardzo dobre wrażenie. Muszę przyznać, że zaczynam wsiąkać w świat stworzony przez tego pisarza. Czy jednak kolejny tom reprezentuje sobą równie wysoki poziom co poprzednie?

Martin cofa akcję w czasie w stosunku do wydarzeń z „Starcia Królów” aby móc przedstawić historie, które miały rozgrywały się równolegle z tymi o bardziej donośnym znaczeniu. Ogień wojny objął już praktycznie całe Westeros. Pomimo tego, że jedna ze stron zwycięża w olbrzymiej bitwie, szala zwycięstwa w całej batalii zbytnio nie przechyla się na stronę zwycięzców. Zawierane są nowe sojusze, a niektóre ze starych są zrywane. Wszystko to przypomina olbrzymią szachownicę gdzie stawką jest królestwo a ceną życie przede wszystkim tych najmniejszych.

    To właśnie lud nękany, gwałcony i tratowany kopytami rycerskich rumaków zaczyna powoli się budzić. Na czele rebelii staje zadawałoby się, że nieśmiertelny przywódca. Jednak możni tak bardzo skupieni na walce między sobą nie dostrzegają rodzącego się zagrożenia.

    Martin pod płaszczem powieści fantasy doskonale przedstawia tak wiele zachowań typowych dla magnackich rodów znanych z kart historii. Warto zwrócić uwagę na dramat jaki niesie za sobą polityka aranżowanych małżeństw gdzie nie liczą się żadne uczucia. Najważniejsze jest jak najszybsze wydanie córki za mąż aby ta mogła urodzić dziecko w pewien sposób cementujące sojusz zarówno ten polityczny jak i gospodarczy pomiędzy rodzicami.

"Płomień i Krzyż" t.2 Jacek Piekara - ZAPOWIEDŹ

Inkwizytor Arnold Lowefell staje się coraz potężniejszym członkiem Wewnętrznego Kręgu Inkwizytorium. Cały czas usiłuje nie tylko odzyskać pamięć o swojej tajemniczej i mrocznej przeszłości, ale zmierzyć się z sekretami i wielopiętrowymi intrygami dręczącymi Święte Oficjum.

"Płomień i Krzyż II" to również opowieść o niezwykłych kobietach: o potężnej wiedźmie służącej obecnie chrześcijanom, o czarodziejce swobodnie przemierzającej demoniczne wymiary, o perskiej magini ognia, a także o najsłynniejszej z nich wszystkich - heroinie z antycznych czasów - Valerii Flawii, inkwizytorii Jego Świątobliwości… Właśnie te kobiety odcisną piętno na losach Świętego Oficjum. One również zdecydują o przyszłości całego chrześcijańskiego świata.


PREMIERA: 17 października 2018

środa, 29 sierpnia 2018

"Harry Potter i Komnata Tajemnic" J.K. Rowling

„Harry Potter i Komnata Tajemnic” to drugi tom kultowej serii o młodym czarodzieju, do której wróciłem po latach. Na wstępie chciałbym Was uprzedzić, że tekst, który właśnie czytacie nie jest recenzją. Jest to raczej moja sentymentalna podróż wstecz. Będę pisał zarówno o książce jak i o tym jak była odbierana przeze mnie lata temu. Dlatego też polecam Waszej uwadze mój wcześniejszy post o „Kamieniu Filozoficznym” (klik). Ale przejdźmy do meritum!

„Harry Potter i Komnata Tajemnic” to chyba jeden z najbardziej przeze mnie „eksploatowanych” tytułów ze świata czarodziejów. Nie tylko książka pochłaniała minuty mojego wolnego czasu. Doskonale pamiętam bum jaki wybuchł kiedy do kin trafiały kolejne części Pottera. Film oglądałem wielokrotnie, a po nim przyszła kolej na grę komputerową powstałą na podstawie tego kinowego hitu. Muszę tutaj powiedzieć,że gra ta całkowicie mnie pochłonęła. Było coś niesamowitego, dla tak młodego człowieka jakim wtedy byłem, móc poruszać się po magicznych lokacjach znanych z książkowego uniwersum. Dodajmy do tego magiczną atmosferę śnieżnej zimy oraz brak konieczności chodzenia do szkoły. Czego wtedy mógł chcieć więcej dwunastolatek?

    W „Komnacie Tajemnic” po raz kolejny młodzi bohaterowie będą musieli zmierzyć się z trudnościami i niebezpieczeństwami, z którymi nie jeden dorosły czarodziej nie mógłby sobie poradzić. Na ścianach Hogwartu ktoś maluje krwią napisy, w których zapowiada zagładę wszystkim młodym czarodziejom, którzy urodzili się w rodzinach mugoli. Chodzi tu o takie rodziny gdzie zarówno matka jak i ojciec nie byli czarodziejami. Tajemniczy osobnik niesie przesłanie, że tylko czarodzieje „czystej krwi” mają prawo studiować magię. Jakby tego było mało pojawiają się pierwsze ataki na uczniów i nikt nie jest w stanie wyjaśnić jaki potwór grasuje na korytarzach Hogwartu.

"Bogowie Pustyni" Michał Gołkowski - ZAPOWIEDŹ


Jeden lud, jedna rada, jedna władza!

Stary król nie żyje, zrzucony z tronu przez falę największego powstania ludowego, jakiego zaznała dolina Rzeki. Wygłodniali, zdesperowani ludzie na gwałt potrzebują nowego przywódcy. Tam, gdzie upada prawo, nowe zasady zawsze pisze najsilniejszy. Ktokolwiek nie chce rządzić, ten będzie rządzony. Kto nie potrafi powiedzieć, czego chce, usłyszy to od innych. Ościenne księstwa ostrzą sobie zęby na podbój, kapłani snują własne plany w mroku świątyń. A nad tym wszystkim unoszą się Bogowie, obserwujący każdy ruch człowieka.

Z piachów pustyni wyłania się bohater.


PREMIERA: 3 X 2018

piątek, 10 sierpnia 2018

"Płomień i krzyż t.1" Jacek Piekara - RECENZJA


O cyklu inkwizytorskim Jacka Piekary mógłbym wiele napisać. Jednak w tym tekście nie chciałbym się bardzo powtarzać i rozwodzić nad zamieszaniem z chronologią kolejnych tomów i ciągłym odwlekaniem premiery ostatnich części cyklu. Dla wszystkich tych, którzy chcieliby trochę o tym poczytać zapraszam TUTAJ i TUTAJ.


    „Płomień i krzyż” to piąta (jeśli liczymy kolejność wydawania kolejnych tomów) książka ze świata, w którym Chrystus zszedł z krzyża i utopił Jerozolimę we krwi. Wydana po „Łowcy dusz” jest chyba ostatnią dobrą książką z tego uniwersum. Tom ten zawiera cztery historie („Piękna Katarzyna”, „Płomień i krzyż”, „Szachor Sefer”, „Drugie piętro wieży”), w których autor cofa czytelnika w czasie do dzieciństwa i lat młodzieńczych Mordimera. Pomimo jednak tego iż postać Inkwizytora znana z poprzednich tomów ciągle gdzieś się przewija to nie jest on w zasadzie głównym bohaterem. Jest to opowieść o Mordimerze z perspektywy innych osób, których los połączył z tym niezwykłym chłopcem.

    Już sama postać matki Madderdina budzi spore emocje i kontrowersje. Katarzyna jest bowiem prostytutką. Ale nie prostytutką sprzedającą swoje wdzięki w ciemnej uliczce i rynsztoku ale kurtyzaną obdarzającą swoimi wdziękami tylko najbogatszych. Jednym z jej adoratorów jest Gersard, znany z wcześniejszych tomów biskup w Hezie. Tutaj jednak jest jeszcze biednym kanonikiem, który nie zdaje sobie nawet sprawy z tego iż Katarzyna ma syna. Jest to okazja również do tego aby dowiedzieć się skąd wzięły się nagłe napady podagry, o których tak często pisał Piekara, kiedy los zetknął dorosłego już Mordimera z biskupem.

    Na największą uwagę zasługuje postać inkwizytora Arnolda Lowefell'a. Postaci bardzo tajemniczej z przeszłością jeszcze bardziej zagadkową. Należy on do Inkwizytorów Wewnętrznego Kręgu, elity elit. Podczas jednej ze swoich misji los zetknie go z chłopcem o kruczoczarnych włosach. Spotkanie to na zawsze odmieni losy zarówno jednego jak i drugiego.

"Lalkarz z Krakowa" R.M. Romero - ZAPOWIEDŹ

Kraków, Polska, rok 1939. Za sprawą magii w pewnym sklepie z zabawkami ożywa mała lalka o imieniu Karolina. Karolina zaprzyjaźnia się z Lalkarzem, właścicielem sklepu – miłym, złamanym przez życie człowiekiem.

Kiedy okupacja niemiecka zasnuwa cieniem miasto, Karolina i Lalkarz postanawiają za pomocą czarów uratować przed straszliwym niebezpieczeństwem swoich żydowskich przyjaciół, bez względu na ryzyko.
Ta ponadczasowa opowieść, w której baśń i elementy folkloru splatają się z historią, pokazuje, że nawet w najmroczniejszej sytuacji można odnaleźć nadzieję i przyjaźń.

PREMIERA: 3.10.2018 r.

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

"Mgły Avalonu" Marion Zimmer Bradley - RECENZJA

Marion Zimmer Bradley

Myślę, że nie ma takiej osoby, która chociaż raz nie słyszałaby o legendarnym władcy, królu Arturze. Postać ta od wieków pobudza wyobraźnie ludzi. Nawet w dzisiejszych czasach można spotkać setki książek (od dywagacji historycznych po powieści z gatunku fantasy), filmów, animacji a nawet gier. Sam bardzo dobrze pamiętam z dzieciństwa pewną kreskówkę, która po raz pierwszy przedstawiła mi postać Artura i jego rycerzy. Od dawna nosiłem się z zamiarem przeczytania jakiejś pozycji, która będzie opowiadała o przygodach Merlina i Lancelota. Dlatego też niezmiernie się ucieszyłem kiedy zobaczyłem, że Wydawnictwo Zysk i S-ka wznawia w twardej oprawie „Mgły Avalonu” Marion Zimmer Bradley.

Powieść Bradley dla osoby uważającej się za fana fantastyki nie może być anonimowa. Ciężko znaleźć jakiekolwiek zestawienie typu „100 najważniejszych książek z gatunku fantasy” gdzie powieść ta nie zajmowałaby jednego z czołowych miejsc. Jednak czy zasłużenie?

    Marion w swojej powieści interpretuje na swój sposób mit arturiański i stara mu się nadać jakieś ramy czasowe. Tak więc Artur jest potomkiem ostatnich władców pamiętających czasy rzymskiego cesarza na terenach Brytanii. Młody władca podobnie jak wcześniej jego ojciec musi stać się postacią jednoczącą ludność podzieloną nie tylko ze względu na przynależność etniczną ale także pod względem wyznawanej przez siebie religii. Na terenach, które śmiało można umiejscowić w znanej nam Anglii, powoli zaczyna kiełkować ziarno chrześcijaństwa, które powoli wypiera stare wierzenia oparte przede wszystkim na kulcie sił natury i wszechobecnej Bogini. Nie sposób nie zauważyć ogromu pracy jaki Bradley wykonała aby odtworzyć tajemniczą religię druidów, o której wciąż tak mało wiadomo. Wizja pisarki, oczywiście wyłączając wątki fantastyczne wydaje się jak najbardziej prawdopodobna.

    Bradley ukazuje świat gdzie upadająca religia musi walczyć o przetrwanie. Kapłanki nie są w stanie pogodzić się z upadkiem wartości, którym poświęcały całe życie. Bardzo często posuwają się do kroków, które zaskakują swoją przewrotnością oraz dość wypaczonym jeśli chodzi o współczesnego odbiorcę systemem wartości. Religia Avalonu, która m.in. podczas rytualnych orgii dopuszcza nawet związki kazirodcze. Wierzono bowiem, że w określonych fazach księżyca podczas rytuału kapłanka i jej „partner” stają się na chwilę Boginią i Królem Bykiem, dlatego też żadne więzy pokrewieństwa nie mają znaczenia.

poniedziałek, 23 lipca 2018

10 mało znanych faktów z życia Bolesława Prusa - #4 NIEZNANE FAKTY


Aleksander GłowackiDo kolejnego mojego spotkania z Bolesławem Prusem, skłoniła mnie książka, którą ostatnio miałem okazję recenzować. „Alkaloid” Aleksandra Głowackiego, opowiada alternatywną wizję historii Wokulskiego, kupca znanego z „Lalki”. Po za tym Bolesław Prus jest obok Sienkiewicza kolejnym moim ulubionym pisarzem z czasów kiedy jeszcze chodziłem do szkoły. Jednak uświadomiłem sobie, że tak naprawdę nic nie wiem na temat autora „Lalki”. Dlatego też zapraszam Was do lektury „10 zapomnianych faktów z życia Bolesława Prusa.”


-1-

„Bolesław Prus” to tak naprawdę pseudonim. Prawdziwe imię i nazwisko pisarza to: Aleksander Głowacki. Pisarz zmienia swoje dane dlatego, że pisanie wydaje mu się zajęciem mało poważnym. Nie chce być źle odbieranym w środowisku, w którym się znajdował. Studiował bowiem nauki ścisłe w Szkole Głównej w Warszawie.

-2-

Prus brał udział w Powstaniu Styczniowym. Miał wtedy 16 lat. Udział w potyczkach był dla młodego Aleksandra przeżyciem traumatycznym. Jego starszy brat Leon do końca życia zmagał się z chorobą psychiczną powstałą na skutek przeżyć z pola bitwy.

-3-

Pisarz cierpiał na klaustrofobię i agorafobię (lęk przed otwartymi przestrzeniami). Przypadłość ta mogła powstać na skutek wspomnianych wcześniej przeżyć.

środa, 18 lipca 2018

"Alkaloid" Aleksander Głowacki - RECENZJA


Należę do grona nielicznych osób, które w czasach szkolnych nie unikały kontaktu z dziełami takich pisarzy jak Sienkiewicz czy Prus. Mało tego, książki tych autorów znajdują się w gronie moich ulubionych. Wielu może zszokować wyznanie, że uwielbiałem „Lalkę” Bolesława Prusa, którą przeczytałem trzykrotnie. Postać Wokulskiego przyciągała mnie swoim magnetyzmem i tajemniczością.

„Alkaloid” opowiada alternatywną wizję życia Stanisława Wokulskiego. Podczas jednej ze swoich licznych podróży odkrywa on tajemniczą bulwę, z której udaje mu się stworzyć niespotykany do tej pory narkotyk. Dzień odkrycia przez Wokulskiego "Alki" zmienia dzieje świata, a kupiec staje się najpotężniejszym człowiekiem na świecie, przez wielu traktowanym na równi z Bogiem.

Alka daje niesamowite możliwości osobom, które ją zażyły. Ludzie potrafią przewidywać przyszłość, zyskują dar bilokacji, potrafią wznieść się na inny poziom świadomości. Narkotyku można użyć również do stworzenia bezrozumnych berserków zwanych Zaszytymi lub Przemienionymi.

    Już na pierwszy rzut oka widać jak pisarz bardzo inspirował się Melanżem z „Diuny” Franka Herberta. Alka to w zasadzie idealna kopia herbertowskiej Przyprawy. Mało tego w „Alkaloidzie” występują alkapitanowie (osoby przebywające w ciągłym transie, które pilotują statki) zupełnie tak samo jak piloci olbrzymich statków kosmicznych Herberta. Podobieństw jest więcej, chociażby Ludzie Biblioteki u Głowackiego i Menatnci z „Diuny”.

    Bolesław Prus to tak naprawdę pseudonim artystyczny Aleksandra Głowackiego. Fakt, że autorem „Alkaloidu” jest pisarz o tym imieniu i nazwisku nadaje dodatkowy smaczek całości i sprawia, że powieść jako alternatywa dla „Lalki” wygląda bardzo ciekawie. Jednak czy autorem naprawdę jest pisarz o tym nazwisku? Tego nie jestem pewien. Wydaje mi się bardziej prawdopodobne, że jest to zabieg marketingowy a pisarzem jest ktoś zupełnie inny.

czwartek, 12 lipca 2018

"Czarownik Iwanow" Andrzej Pilipiuk - RECENZJA

Jakub Wędrowycz
    Ostatni tom przygód Jakuba Wędrowycza zatytułowany „Konan Destylator” pozostawił we mnie lekki niedosyt. Dlatego też postanowiłem sięgnąć po jeden z pierwszych zbiorów opowiadań o tym wiejskim egzorcyście. Wybór mój padł na „Czarownika Iwanowa”. Książka ta jeśli chodzi o jej grubość jest najmniejszą z całego cyklu. Jednak czy ilość ma znaczenie?

    „Czarownik Iwanow” 4 opowiadania: „Hiena”, „Bestia”, „Mięcho”, „Kocioł” i jedna mini powieść, której tytuł nosi cały zbiór.

    Już na samym początku zostałem zaskoczony. „Hiena” nie przypomina bowiem luźnych historyjek o starym dziadu jakim jest Wędrowycz. Opowiadanie momentami straszy, momentami skłania do refleksji a zakończenie zaskoczy każdego. Nie jest bowiem optymistyczne.

    „Czarownik Iwanow” to według mnie jedna z najlepszych opowieści o Jakubie. Jest to historia, która również rzuca odrobinę światła na przeszłość (szczególnie tą wojenną) tego niezwykłego egzorcysty. To co wyróżnia opowiadanie o Iwanowie nazwałbym wielowątkowością. Oprócz sprawy wspomnianego czarownika Jakub musi zmierzyć się również z brutalnym atakiem wampirów na krowę oraz poznamy historię pewnego wyjątkowego ogiera. Nie brakuje scen i wypowiedzi bohaterów, które swoją absurdalnością wzbudzają uśmiech na twarzy.

    "Mięcho" i "Kocioł" to z kolei Andrzej Pilipiuk w szczytowej formie jeśli chodzi o postać Jakuba Wędrowycza. Dzięki takim historiom czytelnicy pokochali tego bohatera oraz wielu z nich stało się fanami samego pisarza.

niedziela, 8 lipca 2018

"Starcie Królów" George R.R. Martin - RECENZJA


Pierwszy tom „Pieśni Lodu i Ognia” wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. „Grę o Tron”, chociaż nie dostarczyła mi aż takich fajerwerków jakich się spodziewałem, uważam ją za jedną z lepszych powieści fantasy jakie przeczytałem. Dlatego też postanowiłem nie czekać długo z lekturą „Starcia Królów”.

„Starcie Królów” przedstawia dalsze losy bohaterów poznanych w „Grze o Tron”. Oprócz postaci dobrze znanych Martin wprowadza dwie nowe osoby, z których perspektywy będziemy śledzić i obserwować opisywane wydarzenia.

Często bywa tak, że po bardzo dobrym pierwszym tomie następuje drugi, który dramatycznie odbiega swoim poziomem od poprzednika. Na szczęście „Starcie Królów” okazało się książką, którą uważam za jeszcze lepszą od części otwierającej cały cykl. W zakończeniu recenzji poprzedniego tomu pisałem o tym, że „Gra” to jedynie preludium do prawdziwych wydarzeń. Wyraziłem również wtedy nadzieję, że w kolejnych książkach fabuła ruszy z kopyta. Rzeczywiście tak się stało. Akcja w „Starciu Królów” pędzi już od pierwszych stron.

    W drugim tomie „Pieśni Lodu i Ognia” praktycznie całe Westeros ogarnia płomień wojny. Chociaż z początku wydawało się, że pretendentów do tronu będzie maksymalnie trzech okazuje się, że frakcji i kandydatów zaczyna się mnożyć jak przysłowiowych grzybów po deszczu. Większość aspirantów do miana króla wydaje się być pozbawiona zdrowego rozsądku. Niejednokrotnie zyskali by oni zdecydowanie więcej łącząc swe siły z kimś bardziej wpływowym jednak możemy zobaczyć ich uparty marsz ku samozagładzie. Owszem, należy pamiętać, że większość z walczących lordów i rycerzy jest bardzo młodych. Byli oni z pewnością wychowywani wśród opowieści o bohaterskich czynach swoich ojców podczas wojny z królem Targaryen'em. Nie są oni świadomi okropieństw jakie wojna niesie ze sobą, zwłaszcza dla prostych ludzi, których traktują przedmiotowo. Miałem wrażenie, że wojna dla tych chłopców jest jedynie dobrą zabawą. Kolejnym turniejem, na którym mogą popisać się swoim męstwem.

środa, 27 czerwca 2018

"Demonolodzy. Ed i Lorraine Warren" Gerald Brittle - RECENZJA


O Edzie i Lorraine Warren usłyszałem po raz pierwszy oglądając film „Obecność”. Podczas seansu pomyślałem sobie, że scenarzysta wpadł na znakomity pomysł aby głównymi bohaterami uczynić małżeństwo walczące z demonami. Czy można wyobrazić sobie lepsze postacie dla całej serii filmów? Moje zdumienie nie miało granic kiedy przed napisami końcowymi filmu pokazano zdjęcia „prawdziwych” Warrenów.

Nie potrafiłem zostawić tego tematu w spokoju. Zacząłem przeglądać Internet szukając wszelkich informacji o tym amerykańskim małżeństwie. Z każdą przeczytaną notką lub artykułem moje oczy otwierały się coraz szerzej. Dlatego nie mogłem przejść obojętnie obok „Demonologów”.

Gerald Brittle w swojej książce przedstawia najgłośniejsze sprawy prowadzone przez małżeństwo Warrenów. To właśnie Ed i Lorraine opowiedzieli i skomentowali dla pisarza tak znane sprawy jak chociażby Amityville czy historię lalki Annabelle.

    Jednak na początku należałoby zadać sobie przede wszystkim pytanie kim tak naprawdę są Warrenowie. Wielokrotnie w książce sami siebie nazywają demonologami. W XX wieku Kościół Katolicki musiał zmagać się z falą krytyki oraz walczyć z obrazem zacofanej i skrytej w mrokach średniowiecza instytucji. Wystarczy przywołać chociażby przypadek niemieckiej nastolatki Anneliese Michel, która zmarła podczas egzorcyzmów. Na Kościół spadła wtedy lawina krytyki i obarczano go winą za śmierć młodej Niemki. Demonologów współpracujących z duchownymi nazwałbym zwiadowcami. To oni mieli rozpoznać z CZYM w danym miejscu ma się do czynienia. Prowadzili drobiazgowe śledztwo mające dać odpowiedź na pytanie czy aby na pewno dochodzi do wydarzeń paranormalnych czy do mistyfikacji. Dopiero po wizycie demonologa do działania po trzydniowym poście wkraczają kościelni egzorcyści.

    „Niesamowita” ale przede wszystkim „przerażająca”, to pierwsze skojarzenia jakie nasuwają mi się kiedy pomyślę o „Demonologach”. Nawet sceptycznie zakładając, że tylko 10% z sytuacji opisanych w książce miało miejsce w prawdziwym świecie, muszą się w nas obudzić uczucia, przy których „gęsia skórka” jest czymś najmniej dokuczliwym. Warrenowie mówią wprost o istnieniu magii, duchów, demonów i szatana. Wszystkie ich opowieści poparte są relacjami z miejsc gdzie takie czy inne zjawiska miały miejsce. W książce znajdziemy zdjęcia z domu nawiedzonego przez demona, który rujnował cały dobytek pewnej rodziny. Zdjęcia lewitujących lamp czy butelek to tylko ułamek bogatego zbioru Warrenów w skład, którego wchodzą również m.in. nagrania video zjawisk paranormalnych. Jakby tego było mało Warrenowie stworzyli w swoim domu muzeum przedmiotów, które dotyczą prowadzonych przez nich spraw ze słynną lalką Annabelle na czele.

czwartek, 17 maja 2018

"Księga Mieczy" Gardner Dozois - RECENZJA


Od chwili kiedy przeczytałem jakąś antologię minęło parę lat. Nie będę ukrywał, że byłem kiedyś gorącym zwolennikiem tego typu książek ale od pewnego czasu wolałem sięgać po bardziej rozbudowane historie. Muszę przyznać, że „Księga Mieczy” trafiła do mnie w idealnym momencie. Z powodu braku czasu i dość dużego nawału obowiązków, możliwość przeczytania krótkiej, zamkniętej historii, zamiast „szatkowania” i ciągłego odrywania się od dłuższej powieści, była dla mnie rozwiązaniem wręcz wymarzonym. Jednak czy warto po taki zbiór sięgnąć?

„Księga Mieczy” to zbiór aż szesnastu opowiadań, wyselekcjonowanych i wybranych przez redaktora Gardnera Dozois'a. Znajdziemy tutaj opowiadania tak popularnych pisarzy jak Ken Liu, Robin Hobb, K.J. Parker czy George R.R. Martin. Wszystkie teksty łączy wspólny motyw przewodni jakim jest miecz. Jednak nie zawsze należy rozumieć to słowo dosłownie a samo pojęcie jest dość szerokie. Może służyć nie tylko jako definicja przedmiotu ale równie dobrze jako określenie pewnych cech charakteru. Szlachetność, rycerskość ale i również ostrość, nieugiętość, umiejętność szybkiego odbierania życia to tylko kilka cech, które pasują mi do postaci określanych mianem „miecza”.

    Opowiadania oczekuję spełnienia trzech warunków. Po pierwsze historia musi być krótka. Nie lubię opowiadań, których tylko cienka granica dzieli od stania się mikropowieścią. Myślę, że pięćdziesiąt stron druku to jedna z górnych granic, w których autor powinien zamknąć opowiadaną przez siebie historię. Po drugie uważam, że opowieść powinna przykuć od pierwszych chwil chociażby niezwykłością sytuacji, w której znalazł się bohater. Tekst powinien złapać czytelnika i nie puścić go aż do samego końca. Po trzecie i chyba najważniejsze, opowieść powinna mieć puentę. Puenta Moi Drodzy jest bowiem dla opowiadania najważniejsza. Powinna przede wszystkim zaskoczyć czytelnika ale i również pozostawić po sobie pewien ślad sprawiający, że o historii myśli się przez pewien czas po lekturze.

"Cień" Adam Przechrzta - ZAPOWIEDŹ

Rzeczpospolita Warszawska stara się utrzymać neutralność, balansując między dwiema potęgami: Niemcami i Rosją, jednak młoda republika ma coraz więcej problemów. W enklawach pojawiają bezpośredni wysłannicy Szepczących, a słowo mocy, które dało Polakom zwycięstwo, jest już znane wszystkim stronom konfliktu. Samarin i Rudnicki zostają wciągnięci w wir politycznych i towarzyskich intryg, a to nie jedyne ani nawet największe niebezpieczeństwo. Ktoś poprzysiągł ich zabić. I wszystkich takich jak oni. Do tego zarówno w Berlinie, jak i Sankt Petersburgu narasta przekonanie, że pora zaatakować. Polska armia szykuje się do ostatecznego starcia, jednak dowództwo zdaje sobie sprawę, że żadna strategia nie pozwoli wygrać z wrogiem mającym dwudziestokrotną przewagę liczebną. Tylko czas pokaże, kto umrze, a kto przeżyje...

PREMIERA: 20 czerwca 2018

środa, 9 maja 2018

"Harry Potter i Kamień Filozoficzny" J.K. Rowling

Kiedy na początku roku robiłem sobie taki mały plan dotyczący tego jakie książki chciałbym w najbliższym czasie przeczytać, postanowiłem sobie, że po latach wrócę do serii o Harrym Potterze. Długo myślałem czy jest sens tworzenia kolejnego tekstu dotyczącego tego kultowego już cyklu skoro Internet jest już praktycznie aż po brzegi wypełniony mniej lub bardziej udanymi recenzjami. Doszedłem jednak do wniosku: czemu nie? Nawet jeśli tego tekstu nikt poza mną nie przeczyta to mam poczucie, że warto. Myślę, że przede wszystkim dla mnie samego. Tekst ten raczej nie można traktować jako recenzję a raczej moją sentymentalną podróż do czasów , które chyba już nigdy nie wrócą. Czasów Potteromani.

O Harrym Potterze usłyszałem po raz pierwszy kiedy miałem 10 lat. To wtedy w 2000 roku po raz pierwszy książki o małym czarodzieju ukazały się w Polsce. Muszę Wam powiedzieć, że w czasach tych wśród moich rówieśników czytanie nie było mile widziane. Było oznaką słabości. Nie wiem jak jest obecnie wśród dziesięciolatków ale za moich czasów im mniej się umiało i im gorzej się czytało tym było się bardziej lubianym. Ja wyznawałem zupełnie inne zasady. Nie raz było tak, że przychodząc do domu ze szkoły kładłem się na sofie (a miałem taką specjalną z motywem disnejowskiej „Księgi Dżungli”) i zaczytywałem się w zeszytowych wydaniach westernów Karola Maya (o których może jeszcze kiedyś opowiem), w książkach Adama Bahdaja, Makuszyńskiego, Parandowskiego itd. Pojawienie się „Harrego Pottera i Kamienia Filozoficznego” na pewien czas zupełnie zmieniło dotychczasowy „układ sił”. Otóż na korytarzach szkolnych podczas przerw coraz częściej pojawiały się pojedyncze jednostki z książką w ręku. Z czasem przerodziło się to w prawdzie szaleństwo i w pewnym stopniu modę. Do tego stopnia, że z książką w ręku paradował nawet najbardziej tępy szkolny osiłek.

    Muszę przyznać się, że sięgając dzisiaj po „Kamień Filozoficzny” miałem pewne obawy. Bałem się, że blisko osiemnaście lat po pierwszym przeczytaniu (a czytałem go potem wiele razy nie mogąc doczekać się premiery kolejnych tomów) książka ta nie wyda mi się aż tak wyjątkowa. Z ulgą mogę Wam teraz powiedzieć, że moje obawy okazały się bezpodstawne. „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” wciągnął mnie od pierwszego rozdziału i nie puścił aż nie skończyłem go czytać. Z przyjemnością wyłapywałem różnice pomiędzy książką a jej ekranizacją. Ze zdumieniem odkryłem również jak wiele dialogów z polskiego tłumaczenia powieści zostało żywcem przeniesionych do filmowej adaptacji.

niedziela, 15 kwietnia 2018

"Melodia Litny" Łukasz Jabłoński - RECENZJA

Ktoś mądrzejszy ode mnie powiedział kiedyś, że wydawnictwo decydujące się na wydrukowanie książki debiutanta musi zazwyczaj liczyć się z dużą stratą finansową. Czytelnicy wolą wybierać książki kogoś znanego, popularnego, sprawdzonego. Dlatego też ze zdumieniem przyjąłem informację, że Wydawnictwo Zysk i S-ka zdecydowało się na publikację książki Łukasza Jabłońskiego. Nie kojarzyłem bowiem do tej pory tego wydawnictwa jako stawiającego na polską fantastykę a raczej skupiającego się na bardziej sprawdzonych tytułach i autorach ( Tolkien, Martin, Cherezińska). Dlatego też z jeszcze większą ciekawością i zapałem zabrałem się do lektury „Melodii Litny”.

Wyobraźmy sobie świat, którym włada bezwzględny i rządny krwi cesarz. Pragnienie wiecznego życia i ciągłych podbojów sprawia, że gotów jest sprzedać własną duszę byle tylko osiągnąć swój cel. Skazuje on swojego brata na wygnanie jednocześnie piętnując go na policzku tatuażem z niedźwiedzią łapą – symbolem banicji. Nie jest to jednak zwykły tatuaż a wykonany magiczną, nieusuwalną i nie dającą się zamalować farbą. Osoba tak napiętnowana nie może czuć się bezpiecznie i spokojnie żyć na terenie cesarstwa. Młody wygnaniec na swojej drodze spotyka innych napiętnowanych. Musicie bowiem wiedzieć, że przestępcy w zależności od tego za co zostali skazani otrzymywali różne tatuaże np. kieł wilka – mordercy, wężowy język -stręczyciele. Jeden z napiętnowanych wpada na pomysł aby stworzyć wioskę, w której zamieszkają wszyscy wygnańcy. W ten sposób banita z niedźwiedzią łapą trafia do Bastionu.

    Bastion wyróżnia się nie tylko dzięki swoim mieszkańcom ale przede wszystkim wyróżnia go sposób w jaki jest rządzony i w jaki odbywają się w nim sądy. Jest to głosowanie. W świecie zdominowanym przez cesarstwo i monarchie tworzy się z idea demokracji i równości. Jeden z założycieli tworzy utopię jednak w założeniu na pierwszy rzut oka idealnym pojawiają się pojedyncze rysy, które z biegiem czasu mogą doprowadzić do katastrofy. Sami bohaterowie zachowują się jak ci, od których chcieliby się odciąć (szlachta, cesarz) i uznają swoją wyższość nad ukaranymi za niepłacenie podatków chłopami. Łukasz Jabłoński doskonale wytyka wszystkie wady tego ustroju, jak chociażby kupowanie głosów czy przeciąganie pojedynczych osób na swoją stronę byleby tylko uzyskać korzystne dla siebie decyzje czy też wyroki sądu.

    W świecie opisanym w „Melodii Litny” nie brakuje magii. Wiedźmy i nekromagowie nie są czymś niezwykłym. Magia bardzo często bazuje na współgraniu z naturą i czerpaniu z niej tego co najmocniejsze. Jeśli musiałbym umiejscowić akcję powieści w znanych nam z historii ramach czasów to wskazałbym okolice XIII wieku. Jednak przyznaję, że o samym świecie jaki otaczał bohaterów nie wiem za wiele. Autor rzadko kiedy wychyla się poza Bastion, czasami mamy okazję rzucić okiem na to co porabia cesarz, odwiedzić bliskie wiosce złoczyńców miasteczko i w zasadzie to by było na tyle. Wiemy, że toczą się wojny ale dlaczego akurat z tym państwem a nie z innym?

piątek, 30 marca 2018

"Operacja Dzień Wskrzeszenia" Andrzej Pilipiuk - RECENZJA


Patrząc po ilości przeczytanych przeze mnie książek Andrzeja Pilipiuka chyba nie sposób nie zauważyć, ze jest to jeden z moich ulubionych pisarzy. Kiedy na półki księgarń zawitało kolejne wznowienie „Operacji Dzień Wskrzeszenia” postanowiłem sobie trochę odświeżyć tę powieść. Poniższy tekst będzie nie tylko recenzją powieści ale i również moją sentymentalną podróżą w przeszłość do czasów kiedy dopiero rozpoczynałem swoją prawdziwą przygodę z literaturą. Zapraszam!

Prezydentem w Polsce zostaje Paweł Citko. Osoba marząca o tym aby z naszej ojczyzny uczynić mocarstwo. Dlatego też w tajemnicy konstruowane są bomby atomowe, które mają asem w talii kart jaką posługuje się polska polityka zagraniczna. Nie przewidziano jednego. Do super tajnych silosów rakietowych włamuje się grupa terrorystów. Ba skutek ich działań rakiety zostają wystrzelone. Kolejne wydarzenia łatwo przewidzieć – wojna atomowa, która pozostawia po sobie zgliszcza. Na tych zgliszczach Polacy budują wehikuł czasu. Wybierana jest grupa młodych, utalentowanych ludzi, którzy za zadanie będą mieli cofnięcie się w czasie oraz zapobiegnięcie narodzinom Citki.

    Motyw podróży w czasie aby zapobiec czyimś narodzinom nie jest czymś nowym. Chyba każdy z nas oglądał albo przynajmniej słyszał o „Terminatorze”. Autor wykorzystuje znany motyw jednak w taki sposób, że czytelnika wtórność tej wizji w żaden sposób nie razi. Wraz z bohaterami zwiedzimy bowiem Warszawę pod „carską okupacją”, stoczymy pojedynki z Ochraną. Jakby tego było mało odwiedzimy również XVII wieczną stolicę podczas wielkiej epidemii dżumy. Pilipiuk świetnie opisuje przeszłe czasy. Nie tylko ubiory ludzi tam żyjących ale i również zachowania, czy metody edukacji. W pewien sposób „odczarowuje” utarte myślenie o XIX wieku jako o czasach zacofania, licznych niewygód przedstawiając zupełnie inny wygląd tej epoki. Widać, że posiada on sporą wiedzę historyczną (z wykształcenia jest archeologiem).

    Co do samego pomysłu jak te podróże w czasie powinny wyglądać i na jakiej zasadzie działa sama maszyna czasu mam pewne zastrzeżenia. Opis całej procedury jest trochę zagmatwany. Autor sam gubi się trochę w swoich wyjaśnieniach aż w końcu można sobie wręcz wyobrazić jego machnięcie ręką i usłyszeć słowa: „jakoś przejdzie”. Otóż Pilipiuk w pewnym momencie mówi o tym, że każda ingerencja w przeszłość zmienia przyszłość i może spowodować nieodwracalne zmiany. Więc zarówno zakupy, wynajmowanie pokoi powinno być w zasadzie niemożliwe. A jednak wbrew temu co sam autor napisał nic się nie zmienia. Owszem możemy powiedzieć, że albo zmiany te były mało istotne albo po prostu nie nastąpiły. Jednak cała teoria dość mocno chwieje się.

"Kiedy Bóg zasypia" Rafał Dębski - ZAPOWIEDŹ


Niech poniesie cię krew...

Król Mieszko II został zamordowany. Kraj pozbawiony władcy popada w ruinę. Możni walczą między sobą o wpływy, u granic stoi wroga armia. Kapłani starej wiary robią wszystko, by wyplenić z ludzkich serc niemieckiego boga jedynego. Nastały mroczne, złe czasy. Człowiek staje przeciwko człowiekowi, ramię w ramię ze strzygą i upiorem. Nie ma już „dobra” i „zła”- są tylko różne drogi do zaspokojenia ambicji, żądzy władzy i namiętności. Nadchodzi czas krwi, przerażenia i dzikiego okrucieństwa. Kiedy bóg zasypia, budzą się demony.



PREMIERA: 20 kwietnia 2018

niedziela, 25 marca 2018

"Komornik II. Rewers" Michał Gołkowski - RECENZJA

Patrząc na ilość wydanych książek opatrzonych nazwiskiem Gołkowskiego nie sposób nie zauważyć, że swoją „literacką płodnością” może on powoli konkurować z Andrzejem Pilipiukiem. Jednak czy za ilością stoi również jakość? 

Po lekturze pierwszej części „Komornika” byłem tak bardzo pozytywnie zaskoczony, że automatycznie zacząłem się martwić czy aby drugi tom mnie nie rozczaruje. Myślę, że każdy z czytelników chociaż raz spotkał się z fantastycznie zapowiadającym się cyklem kiedy to drugi tom odbiega od pierwszego zarówno jeśli chodzi o pomysł na dalszą akcję jak i ogólnie pojętym „poziomem”.

„Rewers” opowiada dalsze losy Komornika Ezekiela Siódmego. Aby wypełnić powierzone mu zlecenie musi on udać się na ziemie gdzie nie sięga jurysdykcja Góry. Tereny Rewersu są totalnym przeciwieństwem tych znanych z pierwszego „Komornika”. Gdy na obszarach władanych przez wysłanników nieba panuje wieczny kurz oraz „apokaliptyczny” ciągły dzień a słońce wisi nad horyzontem to na ziemiach tej drugiej strony konfliktu mamy do czynienia z ciągłą nocą, bardzo niską temperaturą, opadami śniegu a jedynym źródłem światła jest to, które dostarcza księżyc. Mamy również okazję poznać istoty będące odpowiednikami Wysłanników Góry. Celowo użyłem tutaj słowa „odpowiednik” zamiast chociażby „przeciwnik” ponieważ uważam, że jednak więcej te postaci łączy niż dzieli. A łączy z pewnością chęć mordowania ludzi. Gołkowski po raz kolejny puszcza wodze fantazji i tworzy intrygujące jak i w pewien sposób przerażające istoty.

    Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że „Komornik: Rewers” nie rozczarował mnie. Książka może nie wciągnęła mnie aż tak bardzo jak pierwszy tom jednak jest to udana kontynuacja. Ezekiel wciąż pozostaje w formie i to nie tylko fizycznej. Język jakim się posługuje wciąż jest ostry i dosadny. Rzadko zdarza mi się śmiać podczas lektury. Owszem czasami przy bardziej humorystycznych scenach zdarza mi się zdobyć na grymas, który przy dużej dozie dobrej woli można nazwać uśmiechem. Jednak podczas czytania „Rewersu” zdarzyło mi się po raz pierwszy od niepamiętnych czasów śmiać czym budziłem tylko pełne politowania spojrzenia mojej żony.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...