poniedziałek, 2 listopada 2020

"Otchłań" Peter V. Brett - RECENZJA

„Otchłań”  to póki co ostatnia część „Cyklu Demonicznego” Petera V. Bretta. Jako, że „Tron z Czaszek” czytało mi się świetnie postanowiłem nie ociągać się z poznaniem finału opowieści i jak najszybciej poznać odpowiedź na pytanie, która ze stron wygrała trwającą od niepamiętnych czasów wojnę.

    Czas przygotowań dobiegł końca. Arlen wraz ze swoimi towarzyszami wyrusza do królestwa Nie aby zgładzić władającą nim królową. Przewodnikiem wyprawy jest zniewolony demon - Alagai Ka, któremu nie można ufać. Na powierzchni, ludzie zdziesiątkowani konfliktami między sobą, będą musieli zjednoczyć się i stawić czoła niespotykanym do tej pory hordom demonów. Tylko od determinacji walczących i sukcesu misji Arlena zależy to jaką przyszłość czeka ludzkość.

    Gdybym napisał, że po „Otchłani” Petera V. Bretta oczekiwałem wiele to bym skłamał. „Cykl Demoniczny” zdążył mnie już przyzwyczaić do tego, że kiedy już wszystko idzie dobrze, nagle zastosowany jest zabieg, który rujnuje całość. Do tej pory nie potrafię zrozumieć wyrzucania przez amerykańskiego wydawcę dość pokaźnych fragmentów powieści. Byłoby to zrozumiałe gdyby były to elementy, które nie mają wpływu na fabułę całego cyklu. Dlatego kuriozalny jest fakt, że w cyklu nie opisano chociażby wydarzeń u hrabiego Brayana czy genezy losów Briara. Zwłaszcza, że te elementy ogrywają istotną rolę w finale cyklu. Owszem, można sobie kupić zbiór opowiadań „ze świata” gdzie te teksty są, jednak chyba nie o to chodzi.

  

poniedziałek, 28 września 2020

"Tron z Czaszek" Peter V. Brett - RECENZJA

Od pewnego czasu trwam wytrwale w postanowieniu niekupowania nowych książek i systematycznie walczę ze swoim pokaźnym „stosem hańby”. Dlatego też bez zbędnego ociągania sięgnąłem po czwarty tom (każdy tom ukazał się w dwóch częściach) „Cyklu Demonicznego” Petera V. Bretta - „Tron z Czaszek”

    Po spektakularnym zakończeniu „Wojny w blasku dnia” pozornie sytuacja zdaje się być opanowana i nic nie zwiastuje chaosu, który ma za chwilę wybuchnąć. Leesha, Gared oraz Rojer wraz ze swoimi żonami, zostają wezwani na dwór króla Rhinecka i nie jest powiedziane, że będzie im dane wrócić do Zakątka. Z kolei wśród Krasjan zaczyna panować niepewność. Sojusz pomiędzy plemionami, utrzymywany dzięki autorytetowi Jardira, po jego zaginięciu zaczyna się chwiać. Synowie Wybawiciela przejawiają coraz większe aspiracje do objęcia Tronu z Czaszek, co może prowadzić do rozłamu i rozpadu państwa. Jakby tego było mało zbliża się kolejny nów i nie wiadomo czego można spodziewać się po sługach Nie. 

    W moich tekstach poświęconych wcześniejszym tomom „Cyklu Demonicznego” często wspominałem, że wiązałem z tą serią olbrzymie nadzieje. Jednak lektura pierwszej części oraz kolejnych trochę mnie rozczarowała. Owszem była to niezła fantastyka ale i niepozbawiona błędów. Oprócz pomysłów, które bardzo mi się podobały (m.in. idea, że nocą na ziemi materializują się demony) było również masę rzeczy, które przeszkadzały mi w lekturze (jak chociażby wrażenie, że autor przez pewien czas nie mógł zdecydować się do jakiej kategorii wiekowej czytelników skierowana jest jego powieść). Nie spodziewałem się, że będąc już w zasadzie przy końcu cyklu poczuję jeszcze do niego „chemię”. A jednak! „Tron z Czaszek” to według mnie najlepsza czytana przeze mnie książka Bretta. Pełna intryg, tajemnic, krwawa i z zaskakującymi rozwiązaniami fabularnymi. Widać, że pisarz z każdą nową powieścią doskonali swój warsztat.

    „Tron z Czaszek” praktycznie w ogóle nie dotyczy postaci Arlena i Jardira. Co najdziwniejsze to to, że dzięki temu powieść zyskuje jeszcze więcej. Wątki Abbana, Gareda czy Rojera były dla mnie zawsze ciekawsze a w „Tronie” zyskują one znacznie więcej miejsca. Okazuje się, że i bez Wybawicieli może być interesująco a wszelkiego rodzaju dworskie intrygi będące preludiami do starć są niekiedy ciekawsze od odkrywania nowych runów i tworzenia coraz bardziej wymyślnych broni przeciw demonom.

poniedziałek, 1 czerwca 2020

"Wojna w blasku dnia" Peter V. Brett - RECENZJA

Od chwili gdy przeliczyłem ile książek stanowi mój „stosik hańby” i z przerażeniem poznałem ogromną liczbę kupionych przeze mnie a nieprzeczytanych pozycji, postanowiłem systematycznie czytać zaległe lektury. Do grona tych najdłużej czekających na swoją kolej bezapelacyjnie należy „Cykl Demoniczny” Petera V. Brett'a. Dlatego też chwilę po odłożeniu na półkę „Pustynnej Włóczni” sięgnąłem po kolejny tom tej serii czyli „Wojnę w blasku dnia”.

    Po wydarzeniach z poprzedniego tomu i zdobyciu pewnych informacji bohaterowie przygotowują się na zbliżający się nów. To prawdopodobnie wtedy demony przypuszczą atak na Arlena i Jardira aby wyeliminować najgroźniejszych spośród ludzi. Jednak to nie jedyne zmartwienia. Do Zakątka Wybawiciela wkracza polityka w postaci rezydującego księcia oraz Wielkiego Inkwizytora. Z kolei Renna poznaje jeden z sekretów Arlena i chcąc dorównać swojemu narzeczonemu wkracza na bardzo niebezpieczną ścieżkę.

    W „Wojnie w blasku dnia” autor poświęca sporo miejsca postaci Inevery. Przez parę rozdziałów akcja cofa się do czasów dzieciństwa tej kobiety. Jest to okazja do poznania metod szkolenia Dama'ting oraz zwyczajów panujących w tym zgromadzeniu. Dowiadujemy się paru ciekawych szczegółów, które rzucają więcej światła i wyjaśniają dlaczego Inevera w pewnych sytuacjach zachowywała się tak a nie inaczej. Z pewnością znajdą się wśród czytelników osoby, którym stosowanie takich retrospektyw może się nie podobać. Jednak poznanie przeszłości tej kobiety jest w pewnym stopniu konieczne aby fabuła mogła toczyć się dalej. 

    „Cykl Demoniczny” Petera V. Brett'a z każdym kolejnym tomem staje się lepszy. Chociaż pierwszy tom serii („Malowany Człowiek”) nie oczarował mnie, to od każdej kolejnej części trudno się oderwać. Dużą zaletą „Wojny w blasku dnia” są bohaterowie. Trudno ich nie lubić i nie czuć do nich sympatii. Każdy z nich popełnia jakieś błędy, bywają sytuacje, które ich przerastają. Dzięki temu daleko im do pomnikowych postaci a stają się bardzo zwyczajni i ludzcy.

   

sobota, 2 maja 2020

"Wśród gwiazd" Brandon Sanderson - RECENZJA

Brandon Sanderson należy do grona moich ulubionych pisarzy. Swoją przygodę z jego twórczością rozpoczynałem od „Z mgły zrodzonego” a niedawno zostałem oczarowany „Drogą Królów”. W zeszłym roku dzięki „Do gwiazd” przekonałem się, że Sanderson równie dobrze radzi sobie z książkami skierowanymi do trochę młodszego czytelnika. Przygody Spensy i M-Bota bardzo przypadły mi do gustu a książkę pochłonąłem w dwa wieczory. Dlatego też, ciekaw dalszych losów eskadry pilotów nie powstrzymywałem się zbyt długo przed sięgnięciem po „Wśród gwiazd”.

    Ataki Krelli na planetę zamieszkaną przez ludzi nasilają się. Naukowcy na jednej z platform otaczających Detritusa odkrywają nagranie ukazujące ostatnie chwile życia ich wcześniejszych mieszkańców, które zamiast cokolwiek wyjaśnić powoduje, że przeszłość staje się jeszcze bardziej zagadkowa. Spensa ratuje przed rozbiciem się statek z pilotką pochodzącą z obcej cywilizacji. Trudno wyobrazić sobie lepszą okazję do przeniknięcia za linię wroga. Spensa dzięki zaawansowanej technologi M-Bota przybiera postać obcej i niczym Hans Kloss wyrusza aby zdobyć tajemnicę hipernapędu.

    Od momentu zakończenia „Do gwiazd” do chwili rozpoczęcia akcji „Wśród gwiazd” nie mija wiele czasu. Dlatego też nie należy liczyć na to, że w zachowaniach bohaterów zajdą jakieś zmiany. Spensa dalej nie potrafi utrzymać języka za zębami i podczas misji na terenie należącym do Zwierzchnictwa popełnia kilka gaf, które tylko cudem jej nie demaskują. Zwłaszcza, że na stacji „Wśród gwiazd” Spensa dostaje szoku widząc tłumy istot spokojnie sobie żyjących, wychowujących dzieci czy chodzących na zakupy. Rasa Krelli to tylko wierzchołek góry lodowej. M-Bot z kolei wciąż próbuje odpowiedzieć na pytanie czy jest istotą żywą. Jednak wszelkie testy są hamowane przez protokół w jego oprogramowaniu, który za każdym razem gdy sztuczna inteligencja próbuje zrobić coś z nim niezgodnego powoduje zawieszenie i kilkuminutowy restart M-Bota.

czwartek, 23 kwietnia 2020

"Smok Odrodzony" Robert Jordan - RECENZJA

Od pewnego czasu miałem ogromną ochotę aby przeczytać książkę będącą klasyczną fantasy. Kiedy jakiś czas temu sięgnąłem po „Oko Świata” Roberta Jordana nie spodziewałem się, że cykl „Koło Czasu” aż tak przypadnie mi do gustu. Dlatego też kiedy tylko pojawiła się możliwość poznania dalszych losów Randa i reszty kompanii nie traciłem czasu i od razu sięgnąłem po „Smoka Odrodzonego”.

          „Smok Odrodzony” to kontynuacja wydarzeń z „Wielkiego Polowania”. Rand po uznaniu go za tytułowego Smoka, musi zmierzyć się z ciężarem swojego brzemienia. Cała sytuacja zdaje się go przerażać.Na skutek nękających go snów potajemnie opuszcza obozowisko i udaje się w drogę do miasta o nazwie Łzy. To tam znajduje się magiczny miecz, w którego posiadanie musi wejść. Perrin, Moraine i Land wyruszają w pościg śladem chłopca ale sami muszą mierzyć się z coraz to nowymi przeciwnościami czekających na ich drodze. Egwene i Nyneave wracają do Tar Valon aby kontynuować naukę i uratować życie Mata. Na miejscu Zasiadająca na Tronie zleca dziewczynom wyśledzenie Czarnych Ajah - Aes Sedai będących Sprzymierzeńcami Ciemności.

          „Smoka Odrodzonego” czytało mi się znacznie lepiej niż „Wielkie Polowanie”. Nie jestem w stanie wskazać jakiegoś momentu w powieści, który by mnie nudził co czasami miało miejsce w „Polowaniu”. Jordan po raz kolei ukazuje jak duże znaczenie dla losów jego bohaterów ma sen. To nie tylko okazja do przewidywania przyszłości ale i nawet do stania się ofiarą. Krzywdy doznane niekiedy w snach mają realne skutki w rzeczywistości.

sobota, 4 kwietnia 2020

"Wojownik Altaii" Robert Jordan - RECENZJA


  Robert Jordan to pisarz, o którym musiał słyszeć każdy fan literatury fantasy. Stworzył on bestsellerowy cykl „Koło Czasu”. Całkiem niedawno miałem okazję przeczytać dwa pierwsze tomy otwierające ten monumentalny cykl i idealnie trafił on w mój czytelniczy gust. Kiedy zobaczyłem w zapowiedziach Wydawnictwa Zysk, że w marcu ukaże się polskie wydanie „Wojownika Altaii”  to wiedziałem, że na pewno sięgnę po tą powieść.

          Akcja powieści rozpoczyna sie w momencie kiedy grupa wojowników wywodzących się z koczowniczego plemienia Altaii, przybywa do olbrzymiego miasta - Lanty. Wielowiekowa tradycja nakazuje im stawienie się przed obliczem władczyń tego miasta oraz zapewnie ich o swoich pokojowych zamiarach. Jednak już od samego początku napotykają oni na trudności. Najpierw strażnicy nie chcą ich przepuścić przez bramę miejską a kiedy już udaje im się dostać na salę tronową stają się obiektem drwin i licznych zniewag. Wszystkie znaki wskazują na to, że planowana jest wojna i eksterminacja całego ludu Altaii.

             Głównym bohaterem „Wojownika Altaii” jest Wulfgar. Mężczyzna ten jest przywódcą jednego z plemion Altaii i nosi tytuł lorda. O samym Wulfgarze nie wiemy zbyt wiele. Dostajemy tylko szczątkowe informacje a wiele faktów pozostaje ukrytych, jak chociażby to skąd barbarzyńca prowadzący koczowniczy tryb życia umie czytać i sprawia wrażenie obytego w świecie. Nie sposób nie zauważyć, że Wulfgar bardzo przypomina innego znanego bohatera - Conana. Tajemnicza przeszłość, kobiety lgnące do tego mężczyzny oraz niezwykły hart ducha i siła to tylko kilka cech wspólnych Wulfgara z howardowskim barbarzyńcą. Nie powinno nas to zresztą dziwić,  Jordan ma na swoim koncie parę książek książek opisujących dalsze losy Cymeryjczyka.

"Smok Odrodzony" Robert Jordan - ZAPOWIEDŹ

PORÓWNYWANY DO WŁADCY PIERŚCIENI MONUMENTALNY CYKL FANTASY, KTÓRY POKOCHAŁO
PONAD 40 MILIONÓW CZYTELNIKÓW NA CAŁYM ŚWIECIE
Smok Odrodzony jest dawno już przepowiadanym przywódcą, który uratuje świat (choć jednocześnie zniszczy go), zbawcą, który oszaleje i zabije wszystkich mu bliskich. Teraz rozpoczyna bieg ku swemu przeznaczeniu.

Tylko on jest zdolny do dotknięcia Jedynej Mocy, ale nie potrafi jej kontrolować, nie ma też w swoim otoczeniu
nikogo, kto mógłby go tego nauczyć, gdyż żaden mężczyzna nie potrafi robić tego od trzech tysięcy lat.
Randal'Thor rozumie tylko tyle, że musi stanąć twarzą w twarz z Czarnym... Ale jak?
KOŁO CZASU TOM 3
Na podstawie cyklu serwis Amazon we współpracy z Sony Pictures Television przygotowuje wysokobudżetowy
serial.

PREMIERA: 7 kwietnia 2020


niedziela, 29 marca 2020

"Wydech" Ted Chiang - RECENZJA

Literatura science - fiction zajmuje dość istotne miejsce w moim życiu. Całkiem niedawno przy okazji robienia małej reorganizacji swojej biblioteczki uświadomiłem sobie jak wiele książek należących do tego gatunku leży na moich półkach. Jednak pomimo faktu posiadania i przeczytania dość pokaźnej liczby powieści science fiction to ciągle dowiaduję się jak wiele ciekawych pozycji jeszcze przede mną.

    Nie będę czarował i twierdził, że Ted Chiang i jego twórczość była mi znana wcześniej, bo tak nie było. Po „Wydech” nie sięgnąłem również dzięki rekomendacji jakiej książce udzielił Barack Obama. To przede wszystkim świetna okładka sprawiła, że książka ta zwróciła ku sobie moją uwagę. Kiedy później chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o tej pozycji odkryłem jak wiele prestiżowych nagród otrzymały teksty Chianga postanowiłem, że koniecznie muszę je poznać.

    „Wydech” to zbiór dziewięciu niezwykłych opowiadań. Książkę rozpoczyna „Kupiec i wrota alchemika”. Tekst ma charakter przypowieści i jest przyczynkiem do rozważań na temat podróży w czasie oraz paradoksów i konsekwencji jakie mogą ze sobą nieść.

    Tytułowy „Wydech” to opowieść przepełniona uczucie beznadziejności. Akcja jej ma miejsce w świecie przypominającym pudełko z chromu. Główny bohater „Wydechu” dokonuje przypadkowego odkrycia. Każdy wydech powietrza przybliża jego świat do zagłady. Wyrównujące się ciśnienie powoduje powolne zatrzymywanie mechanizmów napędzających mózgi istot zamieszkujących ten klaustrofobiczny świat.

poniedziałek, 23 marca 2020

"Pustynna Włócznia" Peter V. Brett - RECENZJA

Nie ma książek w mojej biblioteczce, które czekałyby na swoją kolej do przeczytania tak długo jak te należące do „Cyklu demonicznego” Petera V. Bretta. Jest to pokłosie tego, że z lekturą „Malowanego człowieka” postanowiłem się wstrzymać do momentu aż autor nie skończy prac nad cyklem. Tak więc po upływie prawie dziesięciu lat od kupna w końcu postanowiłem sięgnąć po „Pustynną Włócznie”.

    „Pustynna Włócznia” to przede wszystkim opowieść o krasjańskim księciu Jardirze. Autor bardzo dużo miejsca poświęca przeszłości tego bohatera. Mamy okazję przekonać się jak poszczególne wydarzenia kształtowały charakter i postawę tej postaci. Poznajemy również tajniki szkolenia krasjańskich wojowników, które przypominają kolarz stworzony z brutalności Spartan i fanatyzmu, niektórych odłamów Islamu. Dołóżmy do tego system klasowy, gdzie kobiety i mężczyźni nie będący wojownikami są traktowani przedmiotowo a ukaże się nam obraz kraju z  pełnego podziałów.  To właśnie Jardir postanawia rozpocząć rewolucję i zjednoczyć wszystkich ludzi (bez względu na to czy tego chcą czy nie) w walce z demonami.

    Z drugiej strony poznajemy dalsze losy Arlena, który wbrew swojej woli zostaje uznany przez ludzi za mitycznego Wybawiciela. Postać tego mężczyzny z każdą kolejną stroną zdaje się być coraz bardziej tragiczna. Pomimo tego, że zdaje się być uwielbianym przez tłumy to z każdym dniem czuje się coraz bardziej nierozumiany i osamotniony. Odczucie to z pewnością potęguje fakt, że wytatuowane na jego ciele runy zaczynają mieć coraz większy wpływ na Arlena, który powoli przestaje się czuć człowiekiem.

poniedziałek, 2 marca 2020

"Pan Światła" Roger Zelazny - ZAPOWIEDŹ

Magiczna powieść science fiction, w której postapokalitycznym światem odległej planety zawładnęli mściwi hinduistyczni bogowie…

Ziemia jest daleko. Na skolonizowanej planecie grupa ludzi zyskała kontrolę nad środkami techniki i zyskała nieśmiertelność. Teraz rządzą tym światem jako bogowie hinduistycznego panteonu – Brahma, Kali, Kriszna, a także ten tego, którego kiedyś nazywali Buddą, a który teraz odważa się wystąpić przeciwko ich tyranii, i nazywa się Mahasamatmanem, Poskromicielem Demonów, Panem Światła.

Wyobraźmy sobie daleki świat, gdzie bogowie chodzą po ziemi jak ludzie, choć dzierżą ogromne, ukryte moce. Tutaj zbudowali scenę, na której budują subtelną sieć przymierzy, miłości i śmiertelnej wrogości. Czy istotnie są nieśmiertelni? Kim są ci bogowie, którzy władają przeznaczeniem ludnego świata?



PREMIERA: 24 marca 2020

"Niewidzialny człowiek" Herbert George Wells - ZAPOWIEDŹ

Jedna z najsłynniejszych powieści science fiction o zgubnych skutkach niebezpiecznych naukowych eksperymentów…

Do wiejskiej gospody przybywa mężczyzna w wielkim pilśniowym kapeluszu, od stóp do głów ubrany tak, że nie widać ani centymetra ciała. Nieznajomy jest zziębnięty i pragnie jedynie wynająć ciepły pokój. Prosi też, aby mu nie przeszkadzano, gdyż prowadzi bardzo ważne badania.

Zaintrygowana tajemniczym gościem gospodyni usiłuje dowiedzieć się, kim on jest, skąd przybywa i dlaczego z jego pokoju wydobywają się dziwne dźwięki. Niedługo potem wychodzi na jaw, że mężczyzna to naukowiec, który wynalazł sposób na… niewidzialność, przy okazji sam stając się niedostrzegalnym dla ludzkiego oka. Chciwość i chęć zdobycia profitów przejmują władzę nad jego umysłem do tego stopnia, że nie zawaha się nawet zabić, aby osiągnąć cel…

Niewidzialny człowiek
to jedna z najpopularniejszych książek prekursora nowoczesnej fantastyki Herberta George’a Wellsa, należąca do kanonu powieści fantastycznej i będąca źródłem inspiracji dla wielu współczesnych autorów i filmowych twórców.

Film inspirowany powieścią w reżyserii Leigh Whannella z Elisabeth Moss, gwiazdą Opowieści podręcznej w roli głównej, w kinach w marcu 2020!
KLASYKA LITERATURY SCIENCE FICTION

PREMIERA: 10 marca 2020

środa, 12 lutego 2020

"Droga Królów" Brandon Sanderson - RECENZJA

Na swoim czytelniczym koncie mam dość pokaźną liczbę przeczytanych książek autorstwa Brandona Sandersona. Moje spotkania z tym autorem przebiegały różnie. Poznawanie dorobku tego pisarza rozpocząłem od  świetnej trylogii „Ostatnie Imperium”, po czym mozolnie brnąłem przez „Elantris”. Z lekturą „Drogi Królów” zwlekałem dość długo. Największy wpływ na moją zwłokę miała z pewnością objętość tej powieści. Wiedziałem, że kiedy zacznę ją czytać, to z pewnością minie kilka tygodni nim uporam się z prawie tysiąc stronicowym dziełem. Skąd mogłem wiedzieć, że książka wciągnie mnie do tego stopnia, że nie będę potrafił się od niej oderwać?

    „Droga królów” opowiada przede wszystkim o losach trzech bohaterów: Dalinara Kholina, Shallan Davar oraz Kaladina. 

    Dalinar Kholin to arcyksiążę, świetny dowódca i wojownik należący do elity państwa zwanego Aletkharem. Dalinar jest konserwatystą, któremu nie podoba się droga jaką podąża jego państwo oraz nowe pokolenie arystokracji. Jednak cały szacunek i reputacja Kholina zaczyna wisieć na włosku kiedy podczas zjawisk pogodowych zwanych arcyburzami zaczyna doznawać niewytłumaczalnych wizji przenoszących go do zamierzchłej przeszłości.

    Shallan Davar to młoda dziewczyna, która wyrusza w podróż aby zostać uczennicą kobiety, uznawanej za jeden z najwybitniejszych umysłów na świecie. Jednak oprócz chęci kształcenia się dziewczyna ma jeszcze jeden ukryty cel, który spowoduje wiele perturbacji oraz sprawi, że Shallan zdecydowanie inaczej spojrzy na otaczający ją świat.

     Kaladin to bohater, któremu Sanderson poświęca najwięcej miejsca w „Drodze Królów”. Mężczyzna miał zostać w młodości chirurgiem leczącym ludzi ale los napisał mu zdecydowanie inny scenariusz. Wstąpił do wojska i na skutek pewnych wydarzeń z dowódcy oddziału stał się niewolnikiem skazanym na pracę, którą mało kto był w stanie przeżyć. Kaladin dołączył do załogi mostu czwartego, której obowiązkiem było niesienie na swoich ramionach przeprawy pod nieustannym ostrzałem łuczników wrogiego wojska.

środa, 15 stycznia 2020

"Malowany Człowiek" Peter V. Brett - RECENZJA

Myślę, że każdego czytelnika lubiącego kupować książki spotkała kiedyś chwila gdy zorientował się, że stos pozycji nieprzeczytanych za chwilę przerośnie ten z przeczytanymi. Nie będę ukrywał, że sam posiadam dość pokaźny „stos hańby” a na jego szczycie od dawna znajdował się „Malowany Człowiek” Petera V. Bretta. Książka ta czekała na mnie ponad 10 lat a spowodowane to było tym, że miałem kiedyś zwyczaj nie zaczynać czytania niedokończonych cykli przed ich ukończeniem.

     Kiedy jednak postanowiłem w końcu sięgnąć po „Malowanego” miałem bardzo wysokie oczekiwania wobec tej książki. W Internecie pełno jest bowiem recenzji zachwalających tą powieść a na jednym z portali zrzeszających czytelników książka osiągnęła wysoką łączną notę ośmiu na dziesięć punktów. Dlatego też spodziewałem się czegoś co mnie oczaruje. Jednak nie wszystkie czary „Malowanego Człowieka” na mnie podziałały.

    Głównymi bohaterami powieści Brett'a jest trójka młodych ludzi: Arlen, Rojer i Leesha. Pomimo tego, że pochodzą z różnych zakątków świata to mają wiele ze sobą wspólnego. Łączy ich przede wszystkim to, że każde z nich ma traumatyczne wspomnienia dotyczące rodziców. Arlen był bowiem świadkiem tego, że uwielbiany przez niego ojciec, w chwili kiedy był najbardziej potrzeby okazał się tchórzem. Matka Leesh'y z kolei od zawsze marzyła o synu, a kiedy na świecie pojawiła się dziewczynka to kobieta znęcała się nad nią psychicznie. Rojer był świadkiem jak jego rodzice są rozszarpywani przez demony.

    Bohaterowie budzą sympatię. Pomimo swojego młodego wieku nie boją się zejść z góry utartej i bezpiecznej ścieżki. Dzięki temu wraz z nimi mamy możliwość poznawania otaczającego nas świata. Wiele rzeczy jest dla nich nowymi i dzięki temu nie czujemy się osamotnieni w poznawaniu otoczenia.

wtorek, 24 grudnia 2019

"Pan Ciemnego Lasu" Lian Hearn - RECENZJA

Kiedy jakiś czas temu sięgałem po pierwszy tom „Opowieści o Shikanoko” - „Cesarza Ośmiu Wysp” Lian Hearn, nie wiedziałem czego spodziewać się po lekturze. Nigdy jakoś szczególnie nie interesowałem się kulturą Japonii ani literaturą opisującą ten kraj, jednak lektura przygód Shikanoko zmieniła wiele w moich poglądach. Niesamowity i baśniowy świat opisany przez Hearn oczarował mnie bardziej niż mogłem przypuszczać a los bohaterów na tyle zaciekawił, że było tylko kwestią czasu nim sięgnę po „Pana Ciemnego Lasu”.

    „Pan Ciemnego Lasu” to drugi tom czteroczęściowej historii zapoczątkowanej w „Cesarzu Ośmiu Wysp” autorstwa Lian Hearn. Akcja rozpoczyna w momencie kiedy po kulminacyjnych wydarzeniach z poprzedniego tomu, Shikanoko postanawia wieść życie wyrzutka. Na skutek pewnych czynników magiczna maska, którą lata wcześniej wykonał dla niego leśny czarodziej, stapia się z twarzą naszego bohatera i zdaje się, że nie ma sposobu aby ją zdjąć.

    Muszę przyznać, że czytając „Pana Ciemnego Lasu” miałem z początku pewne problemy aby rozeznać się w sytuacji i przypomnieć sobie kto jest kim. Czytając poprzedni tom miałem podobne trudności jednak wynikały one wtedy z obcego brzmienia azjatyckich imion i specyficznych zależności w systemie feudalnym. Tym razem główną przyczyną mojego z początku mozolnego brnięcia przez fabułę było to, że choć nie minęło wiele czasu pomiędzy lekturą jednej i drugiej książki to sporo rzeczy zapomniałem. Autorka też jakoś specjalnie nie ułatwia zadania czytelnikowi bo oprócz krótkich aluzji do poprzednich części nie dostarcza więcej wiadomości umożliwiających przypomnienie sobie niektórych wydarzeń czy bohaterów. Jest to świetne w momencie kiedy czytamy części bez przerwy (co też zalecam), jednak w moim wypadku sprawiło mi to małe problemy.

czwartek, 28 listopada 2019

"Taniec ze Smokami " cz.2 George R.R. Martin - RECENZJA

Parę tygodni temu za punkt honoru obrałem sobie, że do końca tego roku ukończę czytać wszystkie rozpoczęte przeze mnie cykle. Dlatego też po ukończeniu pierwszego tomu „Tańca ze Smokami” Martina, nie ociągałem się zbyt długo z sięgnięciem po drugą część „Tańca”.

    Po odłożeniu pierwszej części, piątego tomu Pieśni Lodu i Ognia, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że Marin pisząc „Nawałnicę Mieczy” (według mnie najlepszą część cyklu) postawił sobie poprzeczkę tak wysoko, że teraz nie jest w stanie zaspokoić oczekiwań swoich czytelników. Jednak to co działo się w pierwszym tomie „Tańca ze Smokami” okazało się tylko rozgrzewką przed tym co czekało na mnie w drugiej części.

    Fabuła „Tańca ze Smokami” parę razy mnie zaskoczyła i chociaż wydawało mi się, że nie może dojść już do zbyt wielu roszad w grze o tron to okazało się po raz kolejny, że Martin potrafi nieźle zamieszać w życiach swoich bohaterów. Patrząc teraz na spokojnie wstecz dochodzę do wniosku, że po przeczytaniu pierwszych tomów, sam za nic  nie wpadłbym na to, którzy bohaterowie pod koniec pozostaną w grze i będą liczyć się  w walce o władzę. 

    To co z pewnością zwraca uwagę w świecie stworzonym przez Martina jest to, że jego bohaterów nie można zakwalifikować do tych dobrych lub tych złych. Każdy z nich bowiem musi dokonywać czynów dobrych jak i tych momentami bardzo złych i okrutnych. Bardzo ciekawie wygląda to jak niektórzy z nich zmieniają się pod wpływem przeżytych wydarzeń i doświadczeń. Takim najbardziej jaskrawym przykładem jest z pewnością postać Theona, złamanego i wręcz ukształtowanego na nowo człowieka.

piątek, 8 listopada 2019

"W domu Robaka" George R.R. Martin - RECENZJA

Nazwisko Georga R.R. Martina kojarzy chyba każdy fan fantastyki. Pisarz ten znany jest przede wszystkim ze swojego cyklu „Pieśni Lodu i Ognia”. Parę miesięcy temu przy okazji lektury zbioru opowiadań zatytułowanego „Żeglarze Nocy” miałem okazję przekonać się, że Martin tak samo jak i przy tworzeniu rozległej serii, równie dobrze radzi sobie w tworzeniu zdecydowanie krótszych historii. Dlatego też z zapałem sięgnąłem po kolejną krótką historię pióra Martina - „W domu Robaka”.

    Akcja historii rozpoczyna się w momencie kiedy podczas trwania największego święta, młodzieniec Annelyn zostaje upokorzony na oczach prawie całej społeczności przez mężczyznę zwanego Dawcą Mięsa. Chłopak postanawia nie puścić urazy płazem i planuje zemstę. Nie przypuszcza, że na skutek splotu pewnych wydarzeń dokona przerażającego odkrycia, które na zawsze zmieni jego życie.

    Świat stworzony przez Martina z pewnością nie napawa optymizmem. Planeta, na której dzieje się akcja „W domu Robaka” w zasadzie może być wszędzie. Mogła to być jakaś placówka eksperymentalna ale i również może to być wizja naszej planety w dalekiej przyszłości. Słońce, które ogrzewa ten świat jest już praktycznie obumarłe. Osiągnęło takie rozmiary, że gołym okiem można zobaczyć olbrzymie połacie zastygłej lawy na jego powierzchni. W związku z tym istoty zamieszkujące ten świat zostały zmuszone aby zejść pod jego powierzchnię a między dwoma głównymi rasami panuje nienawiść. Życie można stracić w każdej chwili zwłaszcza, że jedne istoty żywią się mięsem konkurencyjnej rasy.

środa, 6 listopada 2019

"1632" Eric Flint - RECENZJA

Chwile kiedy namiętnie czytywałem powieści opisujące alternatywną wizję historii świata minęły już jakiś czas temu. Zwłaszcza okres liceum był momentem gdy z zaciekawieniem odkrywałem ten gatunek. Do dzisiaj bardzo dobrze wspominam chociażby „Krzyżacki poker” Spychalskiego czy opowiadania Ziemiańskiego i Pilipiuka. Potem nastąpił bardzo długi okres przerwy kiedy to praktycznie całą swoją uwagę poświęciłem na fantasy i science- fiction. Dlatego kiedy zobaczyłem, że nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukaże się „1632” Erica Flint'a i jest to powieść z gatunku fantastyki alternatywnej postanowiłem sprawdzić czy gatunek ten będzie w stanie mnie jeszcze urzec.

    Akcja powieści rozpoczyna się w małym miasteczku Grantville w Wirginii Zachodniej kiedy to uroczystości ślubne siostry głównego bohatera- Mike'a Stearnsa przerywa niespotykane zjawisko atmosferyczne. Gdy skonsternowani goście weselni dochodzą do siebie postanawiają wyruszyć na rekonesans. Po pewnym czasie okazuje się, że zjawisko zwane później „Ognistym Kręgiem” przenosi całe miasto w czasie do siedemnastowiecznych Niemiec w sam środek jednego z najbardziej krwawych konfliktów zbrojnych w historii Europy.

    Od momentu przeczytania przeze mnie „1632” Erica Flint'a do chwili kiedy usiadłem do pisania recenzji tej powieści musiało upłynąć parę dni. Potrzebowałem czasu aby zebrać w spokoju wszystkie moje przemyślenia dotyczące tej książki. Chociaż powieść ta nie należy z pewnością do dzieł o skomplikowanej i trudnej fabule, to nie pamiętam kiedy ostatnio jakaś inna powieść wywołała u mnie tak ambiwalentne uczucia. 

niedziela, 3 listopada 2019

"Harry Potter i Insygnia Śmierci" J.K.Rowling

„Harry Potter i Insygnia Śmierci” to siódmy i ostatni tom przygód młodego czarodzieja. Ciężko jest mi uwierzyć, że minął już ponad rok od chwili kiedy postanowiłem sobie ten cykl odświeżyć. Był to fajny czas, Harry przez cały ten okres był obecny gdzieś z tyłu mojej głowy i dawało to pewną namiastkę oczekiwania i ciekawości jaką odczuwałem lata temu. Jeśli chcielibyście odbyć wraz ze mną sentymentalną podróż do czasów „Potteromanii” zachęcam do zapoznania się z moimi wcześniejszymi tekstami o „Kamieniu Filozoficznym”, „Komnacie Tajemnic”, „Więźniu Azkabanu”, „Czarze Ognia”, „Zakonie Feniksa” oraz „Księciu Półkrwi”.

    Muszę przyznać, że „Insygnia Śmierci” to książka najmniej przeze mnie znana jeżeli chodzi o przygody Harrego. Poprzednie powieści czytałem po kilka razy, natomiast „Insygnia” przeczytałem tylko raz. Dlaczego tak się stało?

    Na ostatni tom, zamykający losy Harrego Pottera czekałem ze zniecierpliwieniem, Jednak pamiętam, że kiedy już trzymałem książkę w rękach i zacząłem po raz pierwszy poznawać jej treść to bardzo długo nie mogłem się wciągnąć w fabułę. Miałem wrażenie jakby cały świat opisywany przez Rowling stał się dla mnie obcym miejscem. Wydaje mi się, że jednym z głównych tego powodów było to, że pomimo tego iż na zakończenie cyklu czekało się od lat, to jednak podświadomie wielu czytelników (w tym i ja) nie chciało, żeby ta przygoda dobiegła końca.

    Nie ukrywam, że „Insygnia Śmierci” trochę mnie rozczarowały i po latach również mogę to potwierdzić. Nowością jest to, że przez większy czas akcja powieści toczy się poza murami Hogwartu. Tak, zdaję sobie sprawę, że Potterowi powierzono zadanie odnalezienia horkrusów i ciężko byłoby mu je wykonać nie ruszając się ze szkoły, jednak to właśnie między innymi niezwykła i magiczna atmosfera Zamku dodawała poprzednim częściom uroku.
   

środa, 9 października 2019

"Wielkie Polowanie" Robert Jordan - RECENZJA

Kiedy w maju skończyłem czytać pierwszy tom cyklu „Koło Czasu” Roberta Jordana tj. „Oko Świata” to ze zniecierpliwieniem oczekiwałem jakichkolwiek wieści o możliwości wznowienia pozostałych części tej serii. Dlatego też z wielką radością powitałem wiadomość o tym, że w niewielkim odstępie czasu ukaże się „Wielkie Polowanie”. Dlatego też nie zwlekałem zbyt długo i od razu sięgnąłem po wyczekiwaną przeze mnie powieść.

    „Wielkie Polowanie” zaczyna się w momencie kiedy nasi bohaterowie po potyczce pod Okiem Świata przebywają w niezwykłym mieście – Fal Dara. Chwilowy spokój burzy niespodziewane pojawienie się najwyższej Aes Sedai czyli Zasiadającej na Tronie Amyrlin. Jakby tego było mało miasto zostaje nocą zaatakowane przez oddział trolloków. W powstałym zamieszaniu  ucieka niebezpieczny więzień oraz zostaje skradziony potężny, magiczny artefakt jakim jest Róg Valere. Rand al'Thor wraz ze swoimi przyjaciółmi wyrusza w pościg za oddalającymi się zbiegami. 

    Co tu dużo mówić: świat stworzony przez Jordana pochłonął mnie całkowicie. Chociaż „Wielkie Polowanie” bywa momentami nierówne to w przeważającej części nie potrafiłem oderwać się od lektury. Największym atutem (podobnie jak było to w przypadku „Oka Świata”) było dla mnie wrażenie, że świat opisywany przez Jordana został przez niego wcześniej dokładnie przemyślany. Nie miałem wrażenia przypadkowości oraz tworzenia miejsc i ich historii równolegle z toczącą się fabułą. Tutaj świat istniał jeszcze przed wydarzeniami opisywanymi w cyklu.

    W „Wielkim Polowaniu” pojawia się jeszcze więcej wątków. Część tajemnic zostaje rozwikłana ale w zamian pojawiają się nowe a drogi naszych bohaterów na pewien czas rozdzielają się. Jordan dużo miejsca poświęca Aes Sedai. Wiele dowiadujemy się o istocie ich mocy oraz metodach kształcenia nowych adeptek. Całe zgromadzenie bardzo przypomina zakon z różnego rodzaju stopniami wtajemniczenia a nowicjuszki muszą przejść drogę pełną wyrzeczeń i cierpień duchowych, żeby móc nosić miano Sedai.

poniedziałek, 30 września 2019

"Dom z liści" Mark Z. Danielewski - RECENZJA


  Na dzień kiedy nakładem wydawnictwa MAG ukaże się "Dom z Liści" Marka Danielewskiego czekałem od chwili kiedy po raz pierwszy przeczytałem o tej książce na jednym z portali internetowych. Kiedy tylko powieść pojawiła się na półkach księgarń od razu ją kupiłem. Jednak wiedząc, że lektura "Domu z Liści" jest wymagająca, chciałem zmierzyć się z nią w okresie kiedy będę miał dość czasu aby nie gnając "na łeb i na szyję" móc raczyć się książką niczym wykwintnym daniem. Od momentu zakupu minęły już trzy lata i doszedłem do wniosku, że chyba najwyższy czas podjąć wyzwanie i zmierzyć się z książką, która od tylu lat zbierała kurz w mojej  biblioteczce.

    Johnny Wagabunda - pracownik salonu tatuażu nie zdaje sobie sprawy, że telefon od przyjaciela Lude'a na zawsze zmieni jego życie. Dzięki niemu Johnny wchodzi w posiadanie notatek tajemniczego starca o imieniu Zampanó. Mężczyzna ten ostatnie lata swojego życia spędził na wnikliwej analizie filmu autorstwa reportera Willa Navidsona, który to po przeprowadzce wraz z rodziną do nowego domu jest świadkiem tajemniczych wydarzeń. Czy Johnny będzie w stanie rozwikłać zagadkę domu przy Ash Tree Lane?

    Nie sposób pisać swojej opinii o "Domie z Liści" Danielewskiego nie zaczynając od niezwykłości tej książki. Autor stworzył książkę nieszablonową o strukturze, która dla wielu czytelników z pewnością będzie stanowiła pewne novum. Mamy tu do czynienia z  fragmentami zapisków Zampanó, gdzie wielokrotnie na marginesach znajdują się luźne komentarze starca, do tego olbrzymia ilość przypisów jeszcze dogłębniej przybliża świat stworzony przez Danielewskiego. Dodajmy jeszcze do tego wszystkiego komentarz wspomnianego już Wagabundy (również w formie przypisu) oraz ponad sto stron dodatków a otrzymamy książkę, która potrafi swoją złożoną konstrukcją odstraszyć niejednego czytelnika. Faktem jest, że lektura "Domu z Liści" angażuje czytelnika zdecydowanie bardziej niż jakakolwiek inna powieść. Wraz z szelestem przerzucanych stron i coraz większym "wgryzaniem" się w fabułę ma się wrażenie jakby samemu brało się udział w porządkowaniu i badaniu zapisków Zampanó - a to uczucie dość niezwykłe.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...