Jakiś czas temu wziąłem sobie za cel aby stopniowo poznawać twórczość pisarzy uznawanych przez czytelników za najważniejszych autorów gatunku science fiction. Do grona takich "klasyków" gatunku bezapelacyjnie należy Roger Zelazny. "Pan Światła" nie jest moim pierwszym spotkaniem z dorobkiem Zelaznego. Na swoim czytelniczym koncie mam pięć tomów "Kronik Amberu" wchodzących w skład cyklu nazywanego niekiedy "Kronikami Corwina". Chociaż nie było to do końca udane spotkanie to jednak postanowiłem dać Zelaznemu jeszcze jedną szansę i sięgnąłem po "Pana Światła""Pan Światła" zabiera nas na obcą planetę. Wieki temu ekspedycja z Ziemi skolonizowała ten świat i przejęła technologię istot go zamieszkujących. Umożliwiło im to zmodyfikowanie swoich ciał i osiągnięcie wręcz boskich atrybutów. Członkowie ekspedycji przyjmują postać bóstw z hinduskiej mitologii i zaczynają sprawować swoje bezwzględne rządy. Jednak jeden z Pierwszych, posiadający wiele imion ale lubiący jak nazywa się go Samem, postanawia zburzyć panujący porządek i udostępnić zdobycze techniki społeczeństwu żyjącemu w czasach przypominających późne średniowiecze. Budda wypowiada wojnę bogom.
