niedziela, 21 czerwca 2015

"Dziewięciu Książąt Amberu" Roger Zelazny - RECENZJA

            Pewnego wieczora przeglądałem Internet w poszukiwaniu informacji o nowościach wydawniczych. Przypadkiem udało mi się trafić na filmik ze spotkania autorskiego z Andrzejem Sapkowskim. Twórca kultowego „Wiedźmina” opowiadał m.in. anegdoty dotyczące podobnych spotkań, które miały miejsce w latach dziewięćdziesiątych. Mówił również o książkach, które wywarły duży wpływ na niego.             Pomyślałem, że fajnie byłoby poznać „od czego to wszystko się zaczęło”. Jakie powieści i jacy autorzy mieli największy wpływ nie tylko na Sapkowskiego ale i na innych współczesnych pisarzy? W końcu nie tylko Tolkien książki pisał.

            Wśród wielu autorów przewinął się Roger Zelazny. Nazwisko to nie było mi obce. Słyszałem o tym amerykańskim pisarzu mającym polskie korzenie, ale nie miałem do tej pory możliwości poznania jego twórczości. Dlatego też kiedy na półce u mojego kumpla zobaczyłem „Dziewięciu Książąt Amberu” nie zawahałem się poprosić o pożyczenie tej małej książeczki.

            Pierwszym odczuciem, jakie towarzyszyło mi przez kilkanaście stron lektury było zdziwienie. Spodziewałem się typowego fantasy. Smoki, miecze, gobliny oraz orkowie biegające wszędzie z maczugami. W zamian za to wraz z głównym bohaterem trafiłem do prywatnej kliniki znajdującej się w naszym świecie. Jak się później okazało, nasza Ziemia jest jednym z wielu światów- cieni, a jedynym prawdziwym jest Królestwo Amberu, do którego mogą się dostać tylko potomkowie królewskiego rodu.

 Zabieg wykorzystania wielu równoległych rzeczywistości okazał się według mnie trafiony. Dzisiaj pomysł ten wydaje się niczym nadzwyczajnym. Każdy kto przez chwilę zetknął się z bohaterami komiksów Marvela zetknął się również ze światami równoległymi. Jednak w czasach kiedy na rynek trafiło „Dziewięciu Książąt Amberu” (lata 70-te XX wieku) koncept ten dopiero raczkował.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...