Myślę,
że każdy kto choć na chwilę zaglądnął do jakiejkolwiek
księgarni z pewnością spotkał się z książkami Remigiusza
Mroza. Pisarz ten pomimo swojego młodego wieku zdobył już
popularność i z pewnością przez wielu jest rozpoznawalny. Do tej
pory jakoś nigdy nie było mi po drodze z jego twórczością.
Jednak niedawno w moje ręce wpadła „Czarna Madonna” tegoż
pisarza i postanowiłem się przekonać na własnej skórze czy
rzeczywiście Mróz zasługuje na miano jednego z najlepszych
polskich pisarzy.
Akcja
powieści toczy się w czasach współczesnych. Głównym bohaterem
jest były ksiądz o imieniu Filip. Rzucił on sutannę kiedy
udzielając ślubu pewnej parze zrozumiał, że jego dotychczasowe
życie nie jest do końca takie jakim by chciał. Jednak jego dalsze
losy z pewnością nie są do pozazdroszczenia. Otóż samolot,
którym podróżuje jego narzeczona znika w tajemniczych
okolicznościach by następnie pojawiać się w różnych częściach
świata. Na domiar złego Filip zaczyna odczuwać wrażenie jakby
dzielił swoje ciało z jakąś istotą z innego świata, a pytanie
„czy został opętany?” coraz częściej pojawia się w jego
myślach.
„Czarną
Madonnę” mógłbym podzielić na trzy etapy. Pierwszym etapem
jest słaby początek. Brakuje w nim tego „czegoś” co sprawia,
że fabuła „łapie” czytelnika i nie pozwala mu się oderwać od
lektury. Cała sytuacja opisywana przez Mroza wydawała mi się
absurdalna zwłaszcza widząc zachowanie bohaterów. Pomimo tego, że
od pierwszych stron cała sprawa zniknięcia samolotu wydaje się
mieć ponad naturalne cechy, o których otwarcie mówią nawet media,
postacie stworzone przez Mroza akceptują ten fakt jak coś
normalnego. Nawet jeśli chociaż na chwilę okazali zdumienie to
nazwałbym je raczej zdawkowym.
