poniedziałek, 12 października 2015

"Diuna" Frank Herbert - RECENZJA

 Trzeba być bardzo odważnym albo bardzo pewnym siebie w momencie kiedy siada się do napisania recenzji takiej książki jak „Diuna”. Muszę przyznać, że nigdy do tej pory nie czułem takiego respektu w chwili kiedy zaczynałem pisać swoją opinię. Jak bowiem można nie czuć pokory i olbrzymiego szacunku do dzieła, które nie tylko jest klasykiem ale wręcz tworzy pewien kanon? Książki, która była wielokrotnie nagradzana i jest ciągle inspiracją dla kolejnych pokoleń pisarzy?

Jest to już moje drugie spotkanie z „Diuną” Franka Herberta. Po raz pierwszy czytałem ją prawie 12 lat temu. Starą, poniszczoną przez dotyk rąk wielu czytelników powieść, pożyczył mi wtedy wujek. Dzisiaj mogę cieszyć się swoim własnym pakietem książek Herberta, w doskonałej oprawie stworzonej przez wydawnictwo Rebis i oszałamiającymi grafikami Wojciech Siudmaka. Nadszedł październik, miesiąc ponury i zimny. Nadeszła i pora na mój powrót na pustynną planetę Arrakis.

    Jaką historię opisuje w swojej książce ten amerykański pisarz? Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować tekst wydrukowany przez wydawcę na obwolucie, ponieważ w mojej ocenie jest to opis, który doskonale opowiada główny wątek fabularny jednocześnie nie zdradzając zbyt wielu informacji:

Arrakis, zwana Diuną, to jedyne we wszechświecie źródło melanżu – substancji przedłużającej życie, umożliwiającej odbywanie podróży kosmicznych i przewidywanie przyszłości. Z rozkazu Padyszacha Imperatora Szaddama IV rządzący Diuną Harkonnenowie opuszczają planetę, swe największe źródło dochodów. Diunę otrzymują w lenno Atrydzi, ich zaciekli wrogowie. Zwycięstwo księcia Leto Atrydy jest jednak pozorne - przejęcie planety ukartowano. W odpowiedzi na atak połączonych sił Imperium i Harkonnenów dziedzic rodu Atrydów, Paul - końcowe ogniwo planu eugenicznego Bene Gesserit – staje na czele rdzennych mieszkańców Diuny i wyciąga rękę po imperialny tron.”

    Pierwszym na co zwróciłem uwagę przy mojej ponownej lekturze tej powieści było to, że pomimo swojego wydania w roku 1965 książka ta praktycznie się nie zestarzała. Wszystkie przedmioty, środki transportu, dalej są „realne” i pomysł na ich wygląd czy też funkcje nie „trąci myszką”. Dla lepszego zobrazowania Wam, o co mi chodzi posłużę się przykładem z innego wielkiego dzieła science-fiction - „2001: Odyseja Kosmiczna” Arthura C. Clarke'a. Czytając tam opisy centrów dowodzenia, można natknąć się na przedstawienie naukowców posługujących się maszynami do pisania. Współczesny czytelnik może stwierdzić, że Clarke nie przewidział tego, że popularne w jego czasach narzędzie może tak szybko wyjść z użycia. Warto również dodać, że powieść ukazała się trzy lata po „Diunie”. Czytając książkę Herberta ma się wrażenie jakby miało się w ręku powieść współczesną a nie napisaną pół wieku temu.

    Wszechświatem rządzą rody, których wzajemne relacje przypominają te znane ze Średniowiecza. Intrygi dworskie, zależności pomiędzy państwami (a raczej planetami) takie jak wasal- lennik znów nabierają znaczenia. Każdy ród szlachecki chce uzyskać jak największe dochody z planety przez siebie posiadanej. Jej ludność traktuje w zasadzie jak chłopów pańszczyźnianych, których praca składa się na majątek dworu. Pomysł pisarza na powrót znaczącej roli i pozycji szlachty jest według mnie bardzo trafiony. Nie odbiega on przecież zbytnio od tego co możemy zaobserwować na co dzień. Już teraz szacuje się, że ponad 50% światowego majątku naszej planety spoczywa w rękach zaledwie 2% ludzi. Czy aż tak daleko jest od utworzenia się „Klasy Panów” a raczej „Rodu Panów”?


    Jakby tego wszystkiego było mało, od momentu wynalezienia „tarcz osobistych”, pomimo posiadania zaawansowanej technologicznie broni, jej wykorzystanie w walce przeciwko ludziom staje się niemożliwe. Do użycia wraca więc tradycyjna broń biała, która jako jedyna, pokierowana z odpowiednią siłą jest w stanie przeniknąć tarczę. Dodaje to pewnego „smaczku”, dzięki któremu miłośnicy fantasy mogą czuć się usatysfakcjonowani.

    Z cienia dworskich intryg wyłania nam się zakon Bene Gesserit. Zakon składa się wyłącznie z samych kobiet, które to poprzez zawieranie małżeństw z odpowiednimi kandydatami nie tylko mają znaczący wpływ na politykę międzygwiezdną ale i również realizują swój plan eugeniczny, w poszukiwaniu mistycznego proroka- mesjasza: „Kwisatz Haderach”. Całe żeńskie zgromadzenie posługuje się umiejętnościami, które dla postronnych wydają się być magią. Kobiety te przez wielu uważane są za czarownice. Czy jednak tak jest? Pozwólcie, że pobudzę tutaj Waszą ciekawość i nie zdradzę nic więcej.

    Pomimo tego, że wiedziałem „o czym” powieść opowiada, to czytałem ją z wypiekami na twarzy. Fakt, minęło już sporo czasu i wiele wątków mogłem zapomnieć, jednak najbardziej zaskoczyło mnie to, w jaki sposób zmieniłem się ja sam jako czytelnik. Wcześniej zwracałem w „Diunie” uwagę na aspekt militarny oraz wyczekiwałem z niecierpliwością kolejnego spotkania z tajemniczym Czerwiem . Teraz zauważyłem, że w powieści nie do końca o to chodziło. To właśnie intrygi, proces kształtowania się świadomości narodowej, proces powstawania religii oraz przede wszystkim brud i zło polityki są wątkami, na które Frank Herbert zwrócił dzisiaj moją uwagę. Wątki te ciągle są aktualne i można śmiało twierdzić, że w przyszłości również nie stracą na swojej aktualności.



    „Diuna” to powieść, którą każdy miłośnik science-fiction powinien znać. Jest to książka, która przy każdym spotkaniu ukazuje swojemu czytelnikowi inną twarz. Jeżeli czytałeś już książkę Herberta, to powinieneś, wkrótce umówić się z nią na kolejne spotkanie. Jeżeli jeszcze nie czytałeś jej, biegnij do księgarni i daj się wyciągnąć na podróż do odległej Arrakis. Jednak ostrzegam! Arrakańska Przyprawa potrafi uzależnić nawet najwybredniejszego czytelnika. 

7 komentarzy :

  1. Jesteś złym człowiekiem, bo narobiłeś mi mega ochoty by rzucić stosik w diabły i wypożyczyć Diunę :D
    Ale tak całkiem serio, muszę nadrobić oryginalną Diunę Herberta to na pewno. Chciałbym też mieć takie wydanie jak Ty masz Michał, ale finanse chyba nie pozwolą mi na to niestety :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z takim wydaniem to teraz niestety ciężko, ceny kosmiczne :/. Powiem szczerze, że ja planowałem przeczytać "Diunę" i "Mesjasza Diuny" i zrobić sobie potem przerwę. Ale ten cykl jakoś do mnie "mówi", nie mogę przestać o nim myśleć i pewnie będę musiał przeczytać całość jedno po drugim :D

      Usuń
    2. Ja zazwyczaj mam "problem" z czytaniem długiego cyklu jeden po drugim ileś tomów, ponieważ zwyczajnie po jakiś 2-3 tomach mam dość tego świata i chce jakieś odmiany :)

      Usuń
  2. No, stary, nie powiem. Konkretnie to opisałeś. Będzie nie lada wyzwanie napisać coś więcej i równie dobrze jak się samemu przeczyta. :) Generalnie uświadamiać mnie już od dawna nie trzeba, że tę książce znać się powinno, ale ona ma swój czas gdzieś zapisany w mojej głowie, i ten czas jeszcze nie nadszedł. Jednak, kiedy to nastąpi, nawet w niespodziewanym momencie, na szczęście leży mi na półce, więc spokojnie po nią sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie :). Wierzę, że jak już po nią sięgniesz to nie będziesz żałował :)

      Usuń
    2. Myślę, że jest to mało prawdopodobne. Ocena wysoka, mnóstwo pozytywnych opinii. Moje klimaty. Raczej nie będę żałował. :)

      Usuń
  3. Nie czytałam, ponieważ przeraziły mnie ceny tych książek ;) Jednak mam plan to zmienić, ponieważ już od dawna staram się zarówno kolekcjonować jak i w ogóle czytać literaturę, która jest tego warta, czyli naprawdę dobre książki. Wiadomo, że znajdą się zawsze te gorsze, jednak "Diuna" jest na mojej liście książek do zakupienia do poznania i do pokochania.
    Zazdroszczę, że Ty już ją poznałeś. Spokojnie, niedługo będą święta :) Wiem komu szepnąć słówko, jaki prezent mi się marzy :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz i poświęcenie tych paru minut na lekturę mojego tekstu. Zachęcam do dołączenia do grona obserwatorów. Daje mi to dodatkową motywację przy tworzeniu kolejnych wpisów :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...