Johna Brunnera poznałem dzięki zachwalanej przez wielu powieści
„Wszyscy na Zanzibarze”. Nie przypuszczałem, że pisarz ten z
miejsca stanie się jednym z ulubionych i śmiało mogę go nazwać
największym moim odkryciem tego roku. Dziś trzymam w swoich rękach
kolejną powieść tego pisarza: „Ślepe stado”.
Wyobraźmy
sobie przyszłość gdzie każdy z mieszkańców Ziemi cierpi na
jakąś chorobę. Na skutek spożywania mięsa pochodzącego od
zwierząt hodowanych na paszach z antybiotykami, wirusy stały się
praktycznie uodpornione na te leki. Mało tego, spada odporność
naszego organizmu i powracają choroby, wydawałoby się już dawno
zapomniane, jak tyfus. Środowisko zostało praktycznie zniszczone,
ciężko jest wychodzić na zewnątrz bez używania specjalnych masek
ułatwiających oddychanie, niebo zakrywa warstwa szarych chmur.
Większość ludzi słońce zna tylko i wyłącznie z opowieści,
picie wody z kranu często jest niebezpieczne dla zdrowia.
W
takim świecie życie staje się coraz bardziej niemożliwe. Wie o
tym działacz ekologiczny Austin Train. Podczas swojego życia
napisał kilka książek ostrzegających przed niszczeniem
środowiska i wzywających wszystkich do opamiętania. Z początku
ignorowany staje się wbrew własnej woli ikoną walki ze wszystkim
co nie pochodzi od Matki Natury.
John
Brunner stawia bardzo ciekawe pytanie natury filozoficznej: czy
Chrystus był pierwszym chrześcijaninem? Może to chrześcijanie
wykorzystali naukę Jezusa i sami nadali odpowiednią narracje Jego
słowom? Austin Train to odpowiednik Chrystusa w przyszłości. Jego
„nauki” często są opacznie przez wielu rozumiane. Sam ruch
trainistów dzieli się na radykałów, którzy nie wahają się użyć
siły do walki z przemysłem oraz grupy ludzi, którzy ograniczają
się do mieszkania w pewnego rodzaju obozach i tam próbowania żyć
w zgodzie z prawami przyrody. Sam Train, trochę zagubiony i
przerażony tym czym stał się w oczach ludzi postanawia zmienić
nazwisko i ukryć się (nie bez znaczenia jest to, że stał się
numerem jeden na liście najbardziej poszukiwanych osób przez
władze). Czy jednak przyniosło to jakiś efekt? Tak. W jego miejsce
pojawiają się setki osób podających się za niego i jeszcze
bardziej wypaczających jego słowa.
